niedziela, 31 sierpnia 2014

14



Obudziłem się z lekkim bólem głowy, w samych bokserkach. Mało pamiętałem z wczorajszego dnia, dosłownie urywki. Promienie słoneczne wpadające przez okno zaczęły mnie razić, więc postanowiłem opuścić żaluzje. Próbując wstać poczułem, że ktoś leży obok. Spojrzałem w lewo i zobaczyłem tył jakiejś brunetki. Pierwsza myśl ' O Mój Boże, która tym razem?' Patrzyłem i patrzyłem aż dziewczyna się  poruszyła i lekko przeciągnęła. Poczułem ogromną ulgę kiedy spostrzegłem, że to Lilly. Jednak niemalże od razu w mojej głowie pojawiło się jakieś milion pytań. Jedno z najważniejszych to co ona kurwa tutaj robi? Byłem mega zdziwiony i dopiero po chwili zauważyłem, że ma na sobie moją koszulę, przez co jeszcze bardziej się przestraszyłem. Ja pierdole tylko nie to. Chociaż..Czy ja wiem. Byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem kiedy dziewczyna się obudziła i odwróciła  twarzą do mnie.
Patrzyliśmy tak na siebie dłuższą chwilę kiedy w końcu uśmiechnąłem się na co odpowiedziała tym samym.
- Czy my ? - przeszedłem do sedna sprawy.
- Nie, nie - zaśmiała się. - Ale było blisko. - uśmiechnąłem się na tę myśl.
- Jak się tu w ogóle znalazłaś? - zagaiłem. Zobaczyłem momentalnie zmieszanie na jej twarzy przez co przytuliłem ją i  pocałowałem w czubek głowy.
- No bo.. - usłyszałem pomruk tuż przy mojej szyi. - Kiedy byliśmy już przy moim domku i chciałam do niego wejść - westchnęła - to zaciągnąłeś mnie tutaj. Oczywiście nie chciałeś słyszeć żadnych sprzeciwów, więc nie miałam praktycznie wyboru. - wzruszyła lekko ramionami trącając przy tym moją brodę.
- A stanik? - złapałem za ramiączko , a Lilly od razu sie zarumieniła.
Usłyszałem jak przełyka ślinę.
- Zacząłeś się do mnie dobierać i jakoś tak wyszło - od razu spoważniałem. No kurwa zajebiście!
- Zrobiłem Ci coś? Jeśli tak to ja pr.. - złapałem ją za ramiona i zaczałem oglądać.
- Nie, nie, nie. Nie w TAKIM sensie. - uśmiechnęła sie niemrawo, po czym niepewnie sie przysunęła i wtuliła w mój tors.
- No to dzięki Bogu.-  Przycisnąłem ją do siebie mocniej po czym poleżeliśmy tak chwilę. Jakiś czas później David wleciał do pokoju i wszystko zepsuł. Jak zwykle.
- O żesz w dupe! - krzyknął. Byl strasznie zdziwiony, śmiać mi się chciało z jego miny, jednak sie wstrzymałem. W sumie to nie wiem po co.
- Hej Dav. - mrugnąłem tuląc do siebie dziewczynę, która nie stawiała oporów.
- Czy wy.. - przełknął ślinę. - O kurwa!
- Ohh stary, ze 3 razy. - roześmiałem się, słysząc cichy śmiech dziewczyny przy uchu. Po minie Davida zauważyłem, że załapał sarkazm. - No więc czemu nam przeszkodziłeś? - chciałem żeby już stąd wyszedł. Musiałem wyjaśnić z Lilly parę spraw, na które była akurat idealna okazja.
- No jak to po co? W końcu ja też tu mieszkam, prawda? - podniósł ironicznie brwi, po czym rzucił sie na swoje łóżko. Nosz kurwa, zaraz sam go wyniosę.
- A gdzie moja kochana siostrzyczka? - zapytałem, naciągając lekko kołdrę na odkryte ramie Lilly.
- Uuuu, widzę ,że było grubo. - cmoknął blondyn. Pokazałem mu wzrokiem w stronę schodów, mając nadzieję, że załapie. Jednak ten debil tylko pokiwał głową na NIE po czym zaczął się rozpakowywać. Poczułem, że Lilly wtula mi sie w tors, jakby zawstydziła ją obecność Davida.W sumie to było nawet przyjemne, Takie inne, delikatne. Nie to co te wszystkie laski na imprezach. Kurwa co ja pierdole!
 Spojrzałem na nią i zacząłem mieć wyrzuty sumienia przez wczorajszy dzień. I jeszcze wcześniejszy, nie powinienem sie w to pakować. Wiem, że jeszcze nie raz ją skrzywdzę, ale mimo to nie chce żeby była z kimś innym niż ze mną. Tak, wiem. Zachowuję się samolubnie ale to jest mocniejsze ode mnie. Nie zwróciłem uwagi , że David mi sie przygląda. Dopiero po chwili kiedy usłyszałem jego chrząknięcie spojrzałem w górę. Z jego ust wyczytałem nieme ŁAŁ i ponowne zdziwienie w oczach. Wzruszyłem tylko ramionami po czym pokazałem mu tym razem ręką aby sobie poszedł, ten jednak uśmiechnął się ironicznie po czym zaczął bawić się swoim telefonem leżąc z jedną ręką pod głową. Westchnąłem z rezygnacją i zacząłem szukać wzrokiem swojego, leżał na półce obok. Niestety leżałem pod ścianą, musiałem się trochę wyciągnąć żeby go dosięgnąć przez co Lilly sie lekko odsunęła i zrobiło mi się dziwnie chłodno. Wziąłem ten cholerny telefon po czym zagarnąłem dziewczynę z powrotem do siebie, może troszeczkę zbyt brutalnie. Napisałem mu tego jebanego smsa, żeby wyszedł bo jak nie to nogi z dupy powyrywam. Ten z ironicznym uśmieszkiem spojrzał na mnie znad telefonu po czym wyszedł, jak mniemam głosić tą 'wesołą nowinę' . Przysięgam, że kiedyś go zabiję.
Zobaczyłem sms'a od Jessiki. Oczywiście groziła mi, że jeśli skrzywdzę jej psiapsiółę to mi przypierdoli. Już to widzę. Odpisałem jej, żeby nam nie przeszkadzała, keidy poczułem wiercącą się Lilly.
- Powinnam już iść. - powiedziała wstając powoli.
- O nie, nie, nie moja droga. Dobrze wiesz, ze musimy porozmawiac. - złapałem ją za ramię po czym wciagnąłem z powrotem do łóżka.
- Nicholas proszę cię. - westchnęła ze zrezygnowaniem.
- To ja Cie proszę. - warknąłem na co dziewczyna usiadła po turecku okrywając nogi kołdrą.
- Słucham. - powiedziała kładąc bezradnie ręce na kołdrze. Wow, nie wiedziałem, ze tak szybko pójdzie mi ją przekonać. Co ja pierdolę, udało się bez tego. - Hm? - spojrzała na mnie tymi swoimi piekielnie niebieskimi oczami przez co nie wiedziałem jak zacząć. Westchnąłem rozprostowując ręce za głową i przeciągając się chcąc zyskać na czasie, po czym leżąc na boku oparłem głowę o ręke i spojrzałem na nią. Siedziała w tej samej pozycji z włosami w ślicznym nieładzie. O kurwa co ja pierdole?
- Unikasz mnie. - zdołałem z siebie wydusić. Podniosła lekko brwi zaskoczona, czułem, że przygotowała sie na coś innego. Spojrzała przed siebie na równolegą ścianę.
- To ty znalazłeś sobie dziewczynę zaraz po tym jak wyznałeś mi co czujesz. - szepnęła. Teraz to z kolei mnie zatkało.
- Mówiłem Ci do jasnej cholery, że to nie jest moja dziewczyna. - jęknąłem. Dlaczego ona kurwa nie może tego zrozumieć?
- Oh, okej. Rozumiem, że z każdą  NIE DZIEWCZYNĄ - mocniej zaakcentowała końcówkę - się obściskujesz i wyznajesz jej miłość? -  spojrzała na mnie.
Prychnąłem.
- Gdybyś nie zachowywała się tak dziecinnie jak dotychczas to nie byłoby tego wszystkiego. Mam tu na myśli Sarę i reszte tego gówna. - warknąłem.
- Oh, czyli Twoim zdaniem nieodwzajemnione uczucie to dziecinne zachowanie? - zatkało mnie.
- Nieodwzajemnione? - powtórzyłem to jebane słowo. Widziałem wyraźne zmieszanie na jej twarzy. Co to kurwa ma być?
Odwróciła głowę wzdychając.
- Chodzi mi o to, że...
- Nie! - przerwałem jej może trochę zbyt pośpiesznie ale co tam - Już ja dobrze wiem co Ty kurwa miałaś na myśli! Nieodwzajemnione tak? Więc wypierdalaj stąd skoro masz to wszystko w dupie! - krzyknąłem odwracając się do niej plecami. Nie wiem co kurwa w tamtym momencie we mnie wstąpiło ale nie mogłem znieść myśli, że Lilly nie odwzajemnia mojego uczucia. Pewnie dlatego nie odpowiedziała, kiedy powiedziałem, że ją kocham. Idiota ze mnie. Chociaż nie. W sumie to z niej. Wcześniej jakoś nie miała problemu z całowaniem się ze mną i tymi wszystkimi pierdołami. Usłyszałem  po chwili cichy dźwięk tego jebanego skrzypiącego łóżka po czym kątem oka zobaczyłem, że dziewczyna szuka swoich ubrań. Kiedy dostrzegła je na parapecie niemal podbiegła do nich i zaczęła wycofywać się z pokoju. Nie mogłem tego tak zostawić, nie teraz.
- Lilly, zaczekaj. - usiadłem na łóżku. Dziewczyna chyba udała, że mnie nie słyszy i zaczęła schodzić po schodach. Dobrze, że chociaż one nie skrzypią. Ruszyłem wkurwiony za nią. Kiedy usłyszała, że się zbliżam przyspieszyła kroku.
- Lilly do cholery! - krzyknąłem łapiąc ją przed samymi drzwiami. - Co Ty wyprawiasz?!
- Wracam do siebie, nie widać? - pomachała mi swoimi ciuchami przed nosem. Westchnąłem ze zrezygnowaniem. Matko jak ja ją kocham!
- Wiesz, że teraz nigdzie nie wyjdziesz prawda? - podniosłem jedną brew. Stykaliśmy się niemal nosami. Usłyszałem jak przełyka głośno ślinę po czym zaśmiałem się kpiąco.
- Nick proszę Cie. - jęknęła.
- Albo w końcu porozmawiamy jak ludzie albo nie dam Ci spokoju do końca szkoły, a może i jeszcze poźniej. - powiedziałem koncentrując się na kolorze jej tęczówek. 
- Nie ma o czym rozmawiać. - wzruszyła ramionami.
- A właśnie, że jest. - powiedziałem po czym złapałem ją za ramię i dziarskim krokiem pociągnąłem z powrotem na to przeklęte piętro. Po drodze zarejestrowałem, że posłusznie za mną idzie, nawet nie próbowała sie wyrywać. No proszę, to już jakiś postęp. Tylko teraz Anderson tego nie spieprz! jęknąłem w duchu ciągnąc dziewczynę na łóżko. Usiadła wyraźnie pokazując swoje zrezygnowanie, jednak wcale mnie to zniechęciło, wręcz przeciwnie. Uwielbiałem jej dokuczać. Oczywiście z umiarem, żeby nie było.
- Więc. - zacząłem kucając przed nią z rękami na jej kolanach. Święty Jezu! Z tymi włosami po spaniu i tylko(!) moją koszulą na sobie jest jeszcze piękniejsza. Przysięgam nie widziałem piękniejszej dziewczyny w całym swoim pierdolonym życiu.
- Tak łatwo sie mnie nie pozbędziesz - mruknąłem. Wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem w oczach. - Jeśli nie odwzajemniasz moich uczuć - czułem się jak idiota - to po jaką cholere tu spałaś? - zapytałem.
- Co? Nieod..ale..co? - odgarnęła grzywkę z oczu wyraźnie zakłopotana.
- Co taka zdziwiona? Moje uczucia już znasz, Twoja kolej. - klepnąłem lekko jej kolano z uśmiechem aby dodać jej trochę otuchy. Momentalnie się zarumieniła.
- Nie powiedziałam, że ich nie odwzajemniam. - szepnęła zmieszana.  Jest! Punkt dla pana Andersona.
- Przecież wyraźnie słyszałem. - uwielbiałem ją gnębić.
- Ja.. - westchnęła spoglądac na okno. - Chodziło o Ciebie.
- O mnie? - prychnąłem.
- Myślałam, że po tym jak na horyzoncie pojawiła się Sara to dałeś sobie spokój z kimś takim jak ja - powiedziała na jednym wydechu nadal uparcie patrząc w okno.
- Kimś takim jak ty? A co to ma być? - zirytowałem się. Ta tylko wzruszyła ramionami przez co zacząłem się jeszcze bardziej wściekać. Postanowiłem jednak podejść do tego spokojniej, żeby panna płochliwa znowu mi nie uciekła.
- Zapamiętaj sobie - powiedziałem prostując się z ustami przy jej uchu - Sara nie dorasta Ci nawet do pięt, jasne? - warknąłem.
Poczułem, że odwraca głowę z powrotem więc lekko sie odsunąłem spoglądając na nią. Nie zarejestrowałem kiedy ale ta dziewczyna znowu mnie zadziwiła. Nim sie obejrzałem jej język siedział w moim gardle walcząc z moim językiem. Nie zwracałem wcześniej uwagi na takie rzeczy ale z ręką na sercu mogę przyznać, że ten pocałunek różnił się dosłownie wszystkim od tych które miewałem wcześniej. Po kilku chwilach Lilly złapała mnie za oba policzki chcąc chyba przysunąć mnie jeszcze bliżej co było chyba niemożliwe. Położyłem się więc na nią przez co leżeliśmy nadal się całując. Objęła mnie mocno za szyję. Ja z kolei włożyłem jedną rękę w jej wykurwiście zajebiste włosy a drugą zatrzymałem na jej biodrze. Kiedyś takie przytulanki nie zrobiłyby na mnie wrażenia, ale teraz nie myślałem nawet o tym żeby zejść ręką niżej. Cieszyłem się po prostu, że nikt inny nie jest na moim miejscu. Chwilę później odkleiliśmy się od siebie. Lilly musiała zaczerpnąć powietrza. Spojrzałem na jej rozbiegane oczy, nabrzmiałe od pocałunku usta po czym znowu na oczy. Uśmiechnąłem się szeroko co od razu odwzajemniła.
- Kocham Cię. - szepnęła. Moje oczy wyglądy jak dwa spodki. No proszę, 2-1 dla Panny Stars. Zauważyłem, że byla lekko zmieszana, jednak na dźwięk tych słów nie mogłem przestać się uśmiechać. Minęła dobra chwila a ja cały czas  uśmiechałem się jak idiota przez co dziewczyna zaczęła sie ze mnie śmiać z rękami wciąż na mojej szyi.
- Eeej! - zmarszczyłem brwi nadal się uśmiechając - Czy Ty się ze mnie nabijasz? - zapytałem głupkowato. Oczywiście, że tak.
- Ja? Skąd? - udała zdziwienie. Kocham ja jeszcze bardziej! Bez namysłu ponownie przylgnąłem do jej ust swoimi. Czując, że odwzajemnia pocałunek - mało tego -uśmiecha się, wdarłem się do jej gardła. Z przyjemnością błądziłem po jej podniebieniu, w drodze do języka. Toczyliśmy namiętną walkę, słysząc jęk wydobywający się z jej ust mogłem z całą pewnością powiedzieć, że był to jeden z najlepszych pocałunków, jakie kiedykolwiek miałem.


__________________________________________________________
Dosyć pózno ale jest, przepraszam wszystkich którzy czekali ( mam nadzieje, ze mimo wszystko nadal ktos to czyta) nie bede was oszukiwać. Po prostu są wakacje - wlasciwie to juz sie skonczyly. Nie mialam czasu nawet spokojnie usiasc przed komputerem nie mowiac o pisaniu. :) Powinnam dodawac juz rozdzialy troche czesciej, jednak nic nie obiecuje. Ale we wrzesniu bedzie nastepny na 100 % :) Osobiscie nie jestm zadowolona z tego rozdzialu, nie az tak bardzo jak bylam piszac go ;D  

Dziękuje tym , którzy wytrwali i czytaja moje wypociny. Jestescie najlepsi ! <33

piątek, 2 maja 2014

Ogłoszenie

Strasznie Was przepraszam, że nie dodałam nowego rozdziału. Nie mam teraz do tego głowy, jest troche napisane , ale to mniej niz polowa. Musze sie uczyc - o ironio zaraz koniec roku - ale niestety to prawda. Musze zdac na wiosne testy SAT, na uczelnie i niestety wymaga to kilkumiesiecznego przygotowania, takze do pisania bloga nie mam kompletnie teraz glowy. Może cos sie pojawi, jednak nie obiecuje. :) Przepraszam i pozdrawiam;d

wtorek, 1 kwietnia 2014

13



 Z poślizgiem ale jest :) 3 strony w Office ale udało się ! Jest! :) Strasznie Was przepraszam. Rozdziały będą pojawiały się rzadko, ze względu na szkołę. Mam teraz multum nauki, a nie chce w czerwcu siedzieć i poprawiać, więc wole ogarnąć to wszystko teraz ;D Z góry dziękuję Tym, którzy jeszcze tu są i czytają i komentują :) Kocham Was! <333 ;**
Następny rozdział NA PEWNO będzie jeszcze w tym miesiącu ;)


 _______________________________________________________________________




Jakoś pod wieczór nauczyciele chodzili po domkach i wołali nas na kolację. Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty jeść. Przesiedziałam cały ten czas w pokoju, rozpakowując się i śmiejąc z Jess. Cieszę się, że jest tu ze mną. Nie wiem jak bym sobie bez niej poradziła. Jak na złość na dole zakwaterowała się Margaret - tak dobrze słyszycie TA Margaret - ze swoją kumpelą Rose. Nic nie mam do tej drugiej, w sumie to nawet jej nie znam ale wystarczy mi to, ze przyjaźni się z kimś takim jak ruda.
Po wyjściu z domku, udałyśmy się z Jess na tą nieszczęsną kolację. Oprócz tego, że się zgubiłyśmy, jakoś udało nam się dojść na stołówkę. Była za boiskiem do gry w nożną. Kiedy weszłyśmy spostrzegłam, że nie ma połowy wycieczkowiczów. Czyli nie tylko my błądziłyśmy. Już myślałam, że będę musiała wytrzymać te wszystkie spojrzenia. Jess pociągnęła mnie w stronę jednego z "mniejszych " stolików, który - moim zdaniem - był jednym z najdłuższych. Mieści się tam ze 14 osób. Oczywiście nie zdziwiłam się kiedy spostrzegłam Davida, który do nas machał. A może do niej? Sama nie wiem. Tak czy inaczej podeszłyśmy tam, Jess usiadła na przeciwko blondyna, mi zostało tylko usiąść obok niej.
- Gdzie ten mój głupi braciszek?  -zapytała odgarniając grzywkę.
- Siedzi w domku. - powiedział dziwnie się na mnie patrząc.
- Sam czy znowu pieprzy jakieś dwie laski? - podniosła brew.
- Co?  zapytał zdziwiony .
- No z tego co słyszałam - ja i Li - przeleciał ostatnio takie dwie. Jak na złość jedną mamy w domku. - prychnęła na samo wspomnienie wchodzącego rudzielca do naszego "mieszkania".
- Kiedy miałoby to być? - zapytał jak gdyby od niechcenia. Zauważyłam jednak, że naprawdę był zdziwiony tą 'nowiną'.
- Lilly? - zapytała patrząc na mnie.
Wzruszyłam tylko ramionami.
- Nie podały konkretnej daty.
- Bo żadnej nie ma. - odchrząknął. Na tym rozmowa się skończyła bo do stołówki weszła P. Green oznajmiając, że po kolacji mamy czas wolny. Możemy dzięki temu rozejrzeć się po okolicy i odpocząć po 3- godzinnej podróży.
Po zjedzeniu kolacji  - i rozglądaniu się po stołówce w poszukiwaniu Jego - wróciłyśmy do domku po portfel, telefon i tego typu rzeczy.
 -Ciekawe czy są tu jakieś sklepy? - wiedziałam, że kiedyś o to zapyta.
- Wątpię, to dziura. - mruknęłam.
- Kurcze, miałam nadzieję, że coś się tu znajdzie. O popatrz!  - krzyknęła podekscytowana. Odwróciłam się w stronę, w która wyciągnęła palec. Zobaczyłam boisko a na nim chłopaków grających - oczywiście stąd ta ekscytacja  Jess - bez koszulek. Nie wiem czemu, ale odruchowo przeleciałam wszystkie postaci wypatrując tej konkretnej, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć. Zanim się spostrzegłam siedziałam już przed linią na trawie, razem z Jess i kilkoma dziewczynami, które ekscytowały się torsami chłopaków. Ci oczywiście popisywali się, robili różne sławne triki i nie tylko. Po chwili P. James w roli 'sędziego' zaczął dzielić drużyny i wtedy dopiero rozpoczęła się gra. Lubiłam piłkę nożną. Kiedy byłam mała grałam w nią razem z tatą. Nie byłam wcale taka najgorsza, jednak z biegiem lat przestałam mieć na nią czas. Szkoła, nauka te sprawy. Byłam trochę zawiedziona, kiedy nigdzie nie widziałam Nicka. W głowie układały mi się najczarniejsze scenariusze. Musiałam przestać o tym myśleć, więc zaczęłam dopingować chłopaków razem z Jessiką, która nie odrywała wzroku od Davida. No i nic dziwnego, jest dosyć przystojny. Oczywiście nie umywa się do Nicka ale co tam. Jakoś po 30 minutach gra nabrała szybkości. Coraz więcej osób się schodziło, którzy albo dopingowali albo chcieli dołączyć się do grających.  W ten sposób z 6 na 6 zrobiło się 12 na 13. Wyglądało to dosyć dziwnie na tym dość małym boisku.
- Jeny no. - usłyszałam po swojej lewej jęk Jess.
- A Tobie co? - zapytałam unosząc brew.
- Zasłaniają mi Davida. - jęknęła żałośnie. Roześmiałam się widząc jej minę. Wyglądała jak małe dziecko, które nie dostało cukierka.
- A Ty z czego się śmiejesz? - burknęła krzyżując ręce na piersi. - Przynajmniej mam na kogo popatrzeć. - zatkało mnie. Uniosłam brwi zdziwiona.
- Nie, ja.. nie chodziło mi o to. - powiedziała szybko przejęta moją reakcją.
- Wiem o co Ci chodziło. - powiedziałam zrezygnowana udając zainteresowanie grą.
- Lilly, serio ja.. - urwała. Dopiero po chwili poczułam , że ktoś kogo mnie usiadł. Wszędzie poznam te perfumy. Udałam jednak, że Go nie zauważyłam, po czym pochyliłam się trochę do przodu oglądając mecz. Zaczął jeździć ręką po moim ramieniu co równie - z trudem - zignorowałam. Kiedy przeszedł na plecy, po czym zjeżdżał powoli w dół nie wytrzymałam i lekko drżąc odwróciłam głowę w jego stronę. Zobaczyłam zupełnie innego chłopaka niż oczekiwałam. Miał lekko zapadnięte oczy, powiększone źrenice, niechlujnie ułożone włosy ( co oczywiście dodawało mu uroku) i ten błądzący wzrok.
- Nick, co się dzieje? - zapytałam powoli.
- Nic - uśmiechnął się półgębkiem nadal jeżdżąc ręką po moich plecach.
- Jesteś pewny? - zapytałam.
- Mhm. - mruknął w odpowiedzi  powoli obejmując mnie w pasie tym samym przysuwając lekko do siebie. Stykaliśmy się dzięki temu nogami. Zdziwiło mnie jego zachowanie, jednak postanowiłam to zignorować. Niestety nie na długo. Kiedy kątem oka spojrzałam w jego stronę zauważyłam, że mi się przygląda.
- Mam coś na twarzy? - zapytałam odruchowo łapiąc się za policzek. Ten ze ściśniętymi ustami pokręcił głową.
- To co jest? - zmarszczyłam brwi.
- Jesteś ładna - powiedział przyglądając mi się i przekręcając głowę na bok. Dostałam gęsiej skórki, poczułam motylki w brzuchu i po chwili zrozumiałam. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia jednak Jess mnie wyprzedziła.
- Naćpałeś się !? - pisnęła pochylając się w naszą stronę.
- Tylko troszeczkę. - powiedział z uśmiechem nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nicholas, pogięło Cię?! Jeśli któryś z nauczycieli się dowie z miejsca wrócisz do domu. - powiedziała zdenerwowana, na co ten tylko wzruszył ramionami bawiąc się włosami, które wyszły mi z kucyka. 
- Masz szczęście , że mamy czas dla siebie bo inaczej miałbyś przesrane - jęknęła zrezygnowana brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony bruneta. - Wracaj do domku! - pisnęła.
- Nie - zaprzeczył zbyt szybko na co ta westchnęła żałośnie.
- A co to za zbiorowisko? - zapytał Dav. Żadne z naszej trójki nie zauważyło, że mecz już dawno się skończył i część ludzi zaczęła się rozchodzić w swoje strony. - A wy co? - zdziwił się na widok mnie i Nicka.
- Naćpał się. Wiesz coś o tym? - zapytała podchwytliwie dziewczyna wstając i otrzepując swoje szorty. David spojrzał na Nicka po czym pokręcił głową z politowaniem.
- No więc? - podparła się pod boki.
- Hahaha, David będzie miał lanie. - usłyszałam ciche parsknięcie Nicholasa. Zupełnie jak nie on. Zaczęłam się go e tamtej chwili bać, co to się teraz słyszy o nastolatkach pod wpływem dragów.
- Oj.. - cmoknął po czym odwrócił głowę w lewo zbierając myśli - wziąłem ze sobą działkę czy dwie. - włożył ręce w kieszenie.
- Pogrzało Cię?!
- No na imprezę, przecież nie biorę codziennie.
- No właśnie nie wiem. Jednak nic się nie zmieniłeś. - pokręciła ze zrezygnowaniem głową. - Chodź Lilly, wracamy na domki. - powiedziała. Próbowałam wstać, jednak Nick mi to utrudniał śmiejąc mi się do ucha.
- Nick, serio muszę wstać. - powiedziała bezradnie kiedy ten objął mnie obiema rękoma w pasie. Szczerze mówiąc nie chciałam wstawać, chciałam tu zostać choćby całą noc. Czuć jego zapach obok siebie, jego słodki śmiech. I jeszcze ta ręka wędrująca po moich plecach i ramionach na zmianę.
- Dav zrób z nim coś, w końcu to twoja wina. A tak po..
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - usłyszeliśmy z naprzeciwka. O nie, tylko nie on. - Widzę, że teraz bierzesz się za tą brzydszą część szkoły. - zaśmiał się szyderczo. Nick momentalnie spoważniał po czym spojrzał groźnie na Jeffreya.
- Coś Ty powiedział?
- No stary, nie udawaj, że na to lecisz. - parsknął, a ja odwróciłam głowę lekko wzdychając. Zrobiło mi się zimno, a to dlatego, że Nick wstał i podszedł do Jeffa popychając go do tyłu.
- Odszczekaj to ! - krzyknął.
- Stary, co z Tobą? - zapytał zdziwiony.
- Powiedziałem coś ! - znowu go popchnął, przez co wylądowali na - no na praktycznie środku boiska. Momentalnie zaczęła się bójka. Nie zarejestrowałam kto kogo powalił na ziemię, jednak widziałam w zachowaniu bruneta czystą furię. Usłyszałam zgrzyt przez co wstrząsnęłam się z obrzydzenia. Chwilę później z twarzy Jeffreya sączyła się krew.
 - Boże, David zrób coś z tym! - krzyczała Jess. Blondyn robił co mógł, jednak po chwili  sam oberwał. Zleciało się parę chłopaków, zaczęli odsuwać od siebie tamtą dwójkę. Niestety Nick ciągle się wyrywał. Nie wiem kiedy wstałam,  Jess już mnie popychała w stronę szarpiącego się Nicka.
- Co ty robisz? - pisnęłam.
- Może jak Cię zobaczy to się uspokoi, bo nic innego nie działa. - spojrzałam na nią z powątpiewaniem , jednak widząc w jej oczach smutek - nic dziwnego, jeszcze nigdy nie widziała swojego brata w takim stanie - szybko podeszłam do niego. Nie wiedziałam co mam zrobić, więc stanęłam przed nim i mówiłam żeby się uspokoił. Początkowo nawet mnie nie zauważył, kiedy jednak złapałam go za ramię spojrzał na mnie. Miał przerażający wzrok, nie widziałam go jeszcze takiego. Z jego łuku brwiowego lała sie krew, miał lekko rozdartą skórę na policzku  i szyi.
- Nick, uspokój się. - powiedziałam w miarę spokojnie, jednak głos mi drżał.
- On nie ma prawa tak o Tobie mówić. - powiedział szamocząc się lekko.
- Nie zwracaj na to uwagi, przyzwyczaiłam się już. -  ten momentalnie sie uspokoił i spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
- Co? - zapytał. Uśmiechnęłam się smutno, bo co innego mogłam powiedzieć. - Jak to ..
- Dobra Nick, ej zostawcie go już, nie będzie się bił, prawda? - zapytał Dav łapiąc go trochę mocniej za ramię przez co brunet się skrzywił. Kiedy wszyscy tam obecni zobaczyli , że już po walce a Jefffrey ze złamanym nosem i rozdartym łukiem brwiowym się zmył, sami postanowili wrócić do swoich domków. Chciałam zrobić to samo i zaczęłam się powoli wycofywać, widząc Nicka w trochę bardziej spokojnym stanie. Nie uszłam daleko bo poczułam jak ktoś złapał mnie za rękę po czym lekko nią szarpnął. Zanim się spostrzegłam stałam już w jego ramionach.
- Nikt już więcej się tak do Ciebie nie odezwie, obiecuję. - szepnął mi do ucha po czym wtulił twarz w moje włosy. Powoli, trochę nieśmiało objęłam go w pasie opierając głowę na jego piersi. Poczułam przyjemne ciepło kiedy doszedł do mnie sens jego słów. Zdawałam sobie jednak sprawę, że mimo wszystko jest pod wpływem, więc pewnie nie mówił poważnie. Jednak wzięłam sobie jego słowa do serca, bardzo - aż za bardzo - głęboko.
- Dobra to my was zostawiamy - powiedziała cicho Jess. Dav chodź - powiedziała odchodząc.
- David! - krzyknęła bo ten stał jakby go zamurowało. Kątem oka widziałam jak się nam przygląda. Tak wiem, nie codziennie widzi sie kogoś takiego jak Nicholas z kimś takim jak ja. Jess szarpnęła go - dosyć mocno - i gdyby nie to , to pewnie stałby tam i patrzył na nas jak na kosmitów. Trochę czasu minęło zanim się oddalili, Nick jednak ciągle mnie do siebie tulił. Nie chciałam przerywać tej chwili jednak musiałam.
- Nick? - zapytałam cicho.
- Tak? - poczułam jego oddech na szyi.
- Wracajmy już do domków. - zagaiłam. Ten z westchnięciem odsunął się od mnie lekko jednak nadal obejmował mnie w pasie.
- Jak długo to trwa? - zapytał całkiem poważnie. Wzruszyłam ramionami. - Jak można nie wiedzieć takich rzeczy? - poczułam, że zaczyna się denerwować. - No więc? - zapytał widząc brak odpowiedzi  z mojej strony.
- W sumie to odkąd pamiętam. - westchnęłam patrząc z zażenowaniem na ziemię.
- Lilly? Spójrz na mnie. - powiedział - No spójrz - złapał mój podbródek po czym dosyć mocno odwrócił głowę w swoją stronę. Skrzywiłam się lekko.
- Dlaczego dajesz się tak traktować? Czemu mi nie powiedziałaś?
- A po co i kiedy miałam Ci to powiedzieć? Kiedy sam się śmiałeś?! - wybuchłam ze łzami w oczach.
- Ej, ej. Już dobrze. - przytulił mnie. - Masz rację, wracajmy zanim zrobię coś czego będę żałował. - powiedział po chwili kierując się ze mną w stronę kempingu. Przez całą drogę mnie obejmował, co nigdy mi się nie nudzi . Jednak w tamtej chwili miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zrozumiałam, że jestem nikim i nie zasługuję na kogoś takiego jak on.

piątek, 14 lutego 2014

12

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Za tak dłuugą nieobecność. Rozdziały będą coraz rzadziej, nie wyrabiam z czasem. Muszę teraz dużo się uczyć, ten miesiąc jest najważniejszy a nie chce siedzieć w czerwcu i poprawiać. :)
Zrozumiem jeśli przestaniecie czytać moje wypociny :D Jeszcze raz przepraszam za moją nieobecność ;D Postaram się to nadrobić następnym rozdziałem :) Który wstawię ( nie obiecuje) w ten weekend :D
______________________________________________________________________________


Tak bardzo nie chciałam dzisiaj wstawać. Nadszedł dzień biwaku, na który nie chciałam jechać. Jess od samego rana siedziała w moim pokoju i pomagała mi się pakować. Wczoraj nie miałam na to ani siły ani ochoty.
- A gdzie masz ta białą koszulkę? - zapytała składając ostatni sweter.
- Jaką? - uniosłam brew czesząc sie przed lustrem.
- No tą z tym zamkiem. - zagaiła 'niewinnie'.
Od razu wspomnienia. Jego zapach, dotyk jego ust, te cudowne oczy patrzące na mnie.
- .... się tam wybrać.
- yy.. Co? - zapytałam.
- A ta znowu w swoim świecie. - westchnęła.
- Oj bo zamyśliłam się.
- Właśnie widzę. - powiedziała. - Słuchaj to już nie jest normalne, od wczoraj chodzisz jak zmora, weź się w garść dziewczyno, takich jak on jest setki.
- I kto to mówi. David za Tobą szaleje więc nie masz takiego problemu. - prychnęłam zawiązując swoje brązowe fale na czubku głowy.
- Słuchaj jedno co wiem, to to, że mu na Tobie zależy okej? Nigdy nie widziałam swojego brata w takim stanie. Jest jeszcze gorszy niż Ty! - jęknęła. - Wczoraj jak mama kazała mu iść do sklepu to wrócił z samym paragonem. Bez zakupów ogarniasz to!?
Uśmiechnęłam się na samą myśl o takim Nicku. No nie powiem, zrobiło mi się trochę lepiej, wiedząc, że nie jestem w tym uczuciu osamotniona.
- To jeszcze nic nie znaczy. - powiedziałam tylko.
- Jeeeny, dziewczyno. Ciebie nic nie przekona. Nawet jakby tu przyszedł i Ci się oświadczył! - wzniosła ręce do góry.
- Takie życie. - mruknęłam robiąc ostatnie poprawki. Swoją drogą wzięłam sobie uwagi Jess odnośnie mojego wyglądu do serca. Mam zamiar zacząć o siebie dbać, co oznacza tusz do rzęs, puder ( ale nie za dużo, nie chcę wyglądać za kilka lat jak moja mama), eyeliner i tego typu pierdoły. Nie odróżniam ich, ale Jess wszystko mi pod nos podstawia więc biorę.
- Dobra, chodź już bo zanim tą Twoją torbę zniesiemy to autobus odjedzie.
- Sory, ale to Twoje dwie wczoraj pół nocy nie mogłyśmy dopiąć!
- Dobra, dobra. Nic nie mówiłam, chodź. - mruknęła po czym łapiąc podręczną torbę w locie, zamknęłam pokój i zeszłam za przyjaciółką na autobus.

- Stary to będzie mega wycieczka! Mówię Ci to! - mówił podekscytowany blondyn. Stali właśnie przed autobusem i czekali na resztę klasy i opiekunów.
- Ta, ta. - mruknął w odpowiedzi brunet, oparty o autobus i nie odrywający zroku znad swojego iPhona.
- Stary co Ty taki markotny ostatnio? - zapytał Dav. - Okres Ci się zbliża czy co?
Ten w odpowiedzi spojrzał na niego po czym z powrotem zajął się swoim telefonem. Wystarczyło jedno spojrzenie a David się zamknął.
- O nie znowu ona. - szepnął poirytowany, na co Nick nie zdążył zareagować a już poczuł te oblepione szminką usta na swoich i te duszące perfumy o zapachu ... jakimś tam kwiatowym.
- Tęskniłam skarbie. - objęła go rękami w pasie po czym wcisnęła głowę w zagłębie jego szyi. Ten tylko skrzywił się z obrzydzenia, krzyżując w tym czasie spojrzenie ze mną. Myślałam, że znowu zrobi coś co mnie zaboli. Ale ten tylko spojrzał na mnie pokazując mi swoim wyrazem twarzy, żebym pomogła mu jakoś się ' z tego wydostać'.
Nie wiem co mnie wtedy naszło, ani skąd ta nagła odwaga, ale podeszłam tam do nich. Oczywiście ni stąd ni zowąd pojawiła się moja jakże cudowna przyjaciółka oznajmiając dosyć głośno, żeby Sara wzięła łapy od jej brata bo ja tu stoję. Wtedy ta zdziwiona odwróciła się w naszą stronę patrząc na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ty? Poważnie? - prychnęła.
- Tak, poważnie. - powiedział Nick podchodząc do mnie i przytulając mnie od tyłu. Myślałam, że się rozpłynę, niesamowite uczucie.
- Ale Niki... przecież..
- Tyle razy Ci mowiłam a Ty swoje, więc teraz masz czarno na białym. - pokazała gestem w naszą stronę uradowana Jessica. W tym czasie Nick zaczął skubać mi delikatnie ucho co doprowadzało mnie do dziwnego uczucia kotłującego się w moim podbrzuszu.
- Banda idiotów, ale to jeszcze nie koniec Nick. Pamiętaj, że zawsze do mnie wracasz i tak będzie tym razem - powiedziała po czym odchodząc podniosła głowę i dumnie opuściła nasze malutkie zbiorowisko.
- W kooońcu! - jęknął David podnosząc ręce w góre w geście zwycięstwa.
- Stary aż tak Ci ona wadziła? - zapytał Nick z uniesioną brwią.
- ohohoh... Żeby tylko mnie, człowieku ona jest jak rzep u psiego ogona, ani tego nie oderwiesz ani kurwa nie odetniesz ni chuja. - powiedział na co zaczęliśmy sie śmiać. - A w tym co takiego śmiesznego? - zapytał zdziwiony.
- No... David.. i... TAKIE powiedzenia, nie spodziewałam się. - powiedziała Jess zalotnie trzepocząc rzęsami. Myślałam, że mi oczy wyjdą z orbit. A to co to było?! Blondyn z kolei od razu się zaczerwienił. Dziwne, taki chuligan ale jak Jess na niego spojrzy to od razu zamienia się w bezbronnego chłopca. Szkoda, że Nick tak nie może.
- Wszyscy na zbiórkę! - usłyszeliśmy nagle. Czym prędzej podeszliśmy do jednej z opiekunów. Swoją drogą Nick ciągle obejmował mnie w pasie i trzymał głowę blisko mojej. Nie wierzę, że tak łatwo nam to poszło. Kiedy podeszliśmy do grupy już schodzących się uczniów, zauważyłam, że wszyscy sie na nas patrzą i szepczą między sobą. Postanowiłam się tym nie przejmować, choć przychodziło mi to z trudem.
Po zbiórce zaczęliśmy wsiadać do autokaru, oczywiście usiadłam z Jess, która bezczelnie usadowiła się przy oknie. Po wyjechaniu z naszego miasta postanowiłam posłuchać trochę muzyki, jednak nie było mi to dane bo siedzenie za nami usłyszałam, że jakieś dwie dziewczyny szepczą o mnie i Ncholasie. Przybliżyłam więc trochę głowę między siedzenie moje a Jess, żeby lepiej wszystko słyszeć.
- Daj spokój, porażka.
- Noo dokładnie. Biedna się niczego nie domyśla. - usłyszałam śmiech.
- Sama sie na to pisała, przecież wiadomo, że faceci pokroju Andersona nigdy się nie zmienią.
- Swoją drogą, słyszałam, że jest niezły w TE klocki.
- Haha, niech zgadnę od Jane? ( Dżejn) - zaśmiała się szyderczo.
- Nie, od Margaret.
- O kurwa ją też?? Ma brańsko widzę.
- Dziwisz sie, gdybym mogła sama bym mu wskoczyła do łóżka.
- Nie Ty jedna...a wie
 Wyłączyłam się. Dość szybko pozbierałam wszystko do kupy, te szepty na zbiórce, dziwne spojrzenia kiedy to Nick mnie obejmował. Musiał się nieźle zabawiać, a ja siedziałam w domu i wyżalałam sie Jessice. Ale czego ja się spodziewałam? Tego, że Nick będzie płakał i zwierzał się Davidowi tak jak w moim przypadku? Ale żeby dwie?? Porażka. Moja porażka. Zawaliłam na całej linii. Założyłam słuchawki po czym zamknęłam oczy, niestety nawet głośna
 muzyka nie pomogła. Cały czas słyszałam ich słowa odbijające się w mojej głowie niczym echo.


Nie wiem ile czasu zajęło nam dojechanie na camping. Wiem tylko, że dość długo bo cała playlista mi przeleciała. Jess mnie obudziła po czym zaczęłyśmy wysiadać z resztą uczniów. Było 4 opiekunów ( dwóch na klasę) z czego dwoje nauczycieli pomogło wszystkim wyciągnąć bagaże z pojazdu. Kiedy każdy miał już swoją torbę ruszyliśmy za przewodnikiem, dość szybko jednak okazało się, że nigdzie nie ma namiotów, a domki letniskowe. Dało się słyszeć pomruki niezadowolenia, jednak dla mnie to nie był koniec świata. A nawet lepiej. Nie chciałam gnieździć się w namiocie, to jak spanie na ziemi tyle, że jest 'frajda' bo na wycieczce, bo z klasą. Nigdzie nie widziałam Nicholasa, co było w sumie dobre bo nie wiem jakbym zareagowała. Kiedy zatrzymaliśmy się przed pierwszymi domkami, opiekunowie zarządzili, że mamy dobrać się po 4 osoby. Jess oczywiście chciała wziąć Nicka i Davida, jednak uprosiłam ją... w sumie to wręcz ubłagałam aby wziąć jakieś dziewczyny. Wyszło na Lucy i Margaret. Eh... no co tu poradzić. Kiedy wszyscy jako tako się podzielili  P. Green zaczął każdemu przydzielać po domku. Nam dostał się na przeciwko Sary i reszty jej bandy od tipsów. Nie byłam z tego zbytnio zadowolona, ale lepsze to niż Nick i David. Domek składał się z parteru i piętra, które Jessica szybko zajęła. Chociaż to poszło po mojej myśli, nie chciałam bowiem mieszkać na dole. Wszyscy tamtędy wchodzą i wychodzą, to nie dla mnie. Wolę mieć trochę prywatności.
- Ale super! Już się cieszę na to całe mieszkanie tu! - pisnęła podekscytowana Jess, skacząca po łóżku.
- Jasne, beędzie świetnie - mruknęłam grzebiąc w torbie.
- Hej, co jest? Przecież zaczęło wam się układać, dzięki temu nie muszę wdrążać swojego planu.
Uśmiechnęłam się smutno w odpowiedzi.
- Co jest? - zapytała podejrzliwie szatynka siadając po turecku .
- Kiedy wyjeżdżaliśmy podsłuchałam rozmowę dwóch dziewczyn za nami.  Z tego co mówiły, to Nick nieźle się bawił na tej imprezie, wiesz tej za którą byłam tak śmiertelnie na niego zła.
- Co? Jak to nieźle sie bawił?
- Przeleciał Margaret i Jane. - westchnęłam udając, że nic mnie to nie obchodzi.
- Booooże, a z tym fiutem ciągle są problemy. Pogadam z nim. - powiedziała wstając.
- Nie, Jess zostaw to. - szybko do niej podeszłam.
- Ale on nie może tak robić. Przecież to...
- Daj spokój, ja nie powinnam z nim w ogóle niczego zaczynać. Po prostu będzie tak jakby go nie było.
- Jasne, już to widzę. Znajdziemy Ci kogoś innego.
- Dzięki za wsparcie - powiedziałam rzucając się na łóżko i pogrążając w swoim smutku. Zapowiada sie niesamowita wycieczka. Czujecie ten sarkazm?


środa, 25 grudnia 2013

11.

Chciałam was ponownie strasznie przeprosić, jednak nie nadążam. Mam dużo rzeczy do ogarnięcia w liceum. Muszę nadrobić dużo materiału z gimnazjum, którego nie zdążyłam zrealizować. Rozdziały będą nie często i nieregularnie, w tym kompletnie dałam ciała, wiem. ; )
Kompletnie nie miała weny pisząc go. Postaram się aby nowy był jako
tako lepszy. Życzę oczywiście wszystkich wesołych i pogodnych świąt <33 : ))
Ps. Czy każdy kto przeczyta ten rozdział mógłby go skomentować?
 Może być kropka, przecinek lub byle co. Chciałabym zobaczyć ile osób to czyta. :)
Z góry dziękuję xD
______________________________________________________________



Myślałam, że szlag mnie trafi kiedy wyjrzałam przez okno. Na dodatek byłam sama
w domu, rodzice już dawno w pracy, a tu musiało się rozpadać. I to nie był zwykły deszcz,
a ulewa jakiej jeszcze nie było. Nie wiedziałam jak dojdę do szkoły, ze współczuciem spojrzałam na moje wytarte Conversy po czym wzięłam je i zeszłam na dół. Pierwszy raz zaczęłam narzekać na lekcje zaczynające się o 10. Zjadłam śniadanie, umyłam zęby, wykąpałam się, ogarnęłam przed lustrem i byłam gotowa do wyjścia. Wychodząc na
chodnik z podwórka usłyszałam dźwięk samochodu. Odwróciłam się i od
razu tego pożałowałam. Przy otwartej bramie z parasolką w ręku stała Jess, która od razu mi pomachała i zawołała do siebie. Odmówiłam ruchem głowy, widząc wyjeżdżającego z garażu Nicholasa, po czym przyspieszyłam kroku z moją przemoczoną już do suchej nitki parasolką.Nie zdążyłam jednak dojść do pasów w połowie ulicy, kiedy spostrzegłam zatrzymujący się samochód i dźwięk opuszczanej szyby.
- Wsiadaj. - usłyszałam neutralny ton chłopaka.
- Obejdzie się. - mruknęłam ruszając dalej, jednak on nie dawał za wygraną równając samochód z ‘szybkością’ mojego chodu.
- Przestań zachowywać się jak dziecko i wsiadaj. - wyczułam, że zaczyna się denerwować. Stanęłam oniemiała.
- To Ty zachowujesz się jak dziecko migdaląc się z Sarą na moich oczach. - prychnęłam i od razu tego pożałowałam, czując na sobie więcej wody niż przez całą drogę jaką przebyłam. A niech to! Ten palant specjalnie mnie ochlapał odjeżdżając! Jak ja mogłam zakochać się w kimś takim?! Zdziwiło mnie tylko, że Jess nie powiedziała ani słowa. Pewnie gadała przez telefon z Davidem. Przynajmniej jej się udało. Mokra i w
fatalnym nastroju ruszyłam dalej.


Matma. Czy już wspomniałam jak jej nienawidzę? To teraz wyobraźcie sobie jak się czułam, kiedy nauczyciel gadał ciągle o tym biwaku ( był jednym z opiekunów) i o klasie Nicholasa. Z tego co mi wiadomo, cała klasa na niego jedzie. Szkoda, a już myślałam, że jakimś cudem tamta dwójka się nie wybierze.
- Fajnie co? - mówiła podekscytowana Jess.
- Świetnie - mruknęłam patrząc na przytłaczający scenariusz za oknem.
- Oj fajnie będzie.
- Powtarzasz się. - powiedziałam otwierając zeszyt i szkicując coś od niechcenia.
- Pokaż mu , że nic Cię nie obchodzi jego nowy związek - mówiąc ostatnie słowo pokazała cudzysłów w powietrzu. Po tym od razu odłożyłam długopis i zaczęłam jej słuchać.
- Mów dalej. - ponagliłam.
- No więc.. gadałam z Davidem i…
- Czekaj, czekaj. TYM Davidem? Najlepszym przyjacielem Nicka? Czyś Ty zwariowała?! -dopiero teraz zauważyłam, że krzyczę.
- Panno Lilly czy w czymś przeszkadzam? - usłyszałyśmy.
- Przepraszamy. - powiedziała Jess z lekko spuszczoną głową, po czym nauczyciel wrócił do wygłaszania czegoś tam.
- Czyś ty do reszty zgłupiała? – kontynuowałam odpowiednim tonem.
- Ale daj mi dokończyć - powiedziała. - Więc tak.. David ma dosyć ciągłego marudzenia Nicka, lekceważenia wszystkiego co się wokół niego dzieje i tego chodzenia codziennie do pubów. Ma mi pomóc na obozie znów was razem hm.. połączyć?
- Niby jakim cudem?? - spojrzałam na nią ze sceptyzmem , choć nie powiem, poruszyło mnie to co powiedziała.
- Mamy juz kilka pomysłów, ale ci nic nie powiem bo zaraz zaczniesz marudzić.
- Nie będę, dawaj. - powiedziałam przysuwając się bliżej z zaciekawieniem.
Interesowało mnie co też ten blondyn potrafi wymyślić.
- Nic z tego, dowiesz się na obozie. - zastrzegła odwracając się w stronę tablicy. 
- Oj no dobra. - westchnęłam. - Tylko żeby nic głupiego bo znając was..
- Okej, okej. Się jeszcze okaże kto ma fajne pomysły. - pogroziła mi
palcem zwracając tym samym ponownie uwagę nauczyciela. Przez resztę lekcji pisałyśmy na kartkach z zeszytu.


Byłam, ciekawa ich pomysłów, bardzo ale to bardzo. Miałam tylko nadzieję, że nic głupiego ani upokarzającego. Nie zniosłabym więcej chamskich zagrywek Nicholasa. Nie po tej dzisiejszej. Ale dosyć, koniec myślenia o tym idiocie. Z tą myślą weszłam na stołówkę. Poszłam po tackę, nałożyłam na nią frytki i wzięłam colę z automatu po czym
znalazłam stolik mój i Jessiki. Zdziwiło mnie, że był pusty jednak postanowiłam poczekać, dopiero większość szkoły zaczynała się schodzić. Odkręciłam colę i upiłam spory łyk, słysząc za plecami:
- Nie za zdrowe to jedzenie? - wszędzie rozpoznam ten głos.
- Nic ci do tego Nick.- powiedziałam biorąc jednego frytka.
- Nie wiem czy wiesz, ale to stolik Jess i jej koleżanek. - powiedział siadając nonszalancko na przeciw.
- Nie wiem , czy wiesz ale jestem jedną z nich. - powiedziałam jedząc frytki i popijając je specjalnie na jego oczach colą.
- Myślałem, że Cię dzisiaj nie będzie. No wiesz.. po dzisiejszym poranku. - uśmiechnął się arogancko. Miałam wrażenie, że specjalnie się ze mnie nabija.
- Czemu miałoby mnie nie być? Bo jakiś kretyn nie potrafi trzymać się swojego pasa? Daj spokój, ludzie mają większe problemy. - machnęłam ręką, gratulując sobie w myślach, że nie załamał mi się głos.
- Różnie to bywa. A właśnie, nie widziałaś gdzieś Jessiki? Kazała mi czekać przy tym stoliku bo ma mi coś do powiedzenia.
''A więc to jest ten ich plan, żeeenaaadaaa'' - przeleciało mi przez myśl.
- Nie wiem, pierwsza wyszła z klasy. - powiedziałam patrząc na boki byle tylko nie na chłopaka.
- Słyszałem, że jedziemy z wami na biwak. - zagadnął po chwili. Czego on chce do cholery?!
- Tak? Ja nie słyszałam.- mruknęłam mając nadzieję, że sobie pójdzie.
- Dziwne, Jess mówiła, że planujecie to odkąd tylko dowiedziałyście się, że takie coś
 w ogóle organizują. - nachylił się nad stołem.
''Niech ja ją tylko dorwę!''
- Może. Nie wiem. W każdym razie, co ci do tego? Nie powinieneś raczej przygotowywać się na niego ze swoją dziewczyną? - zauważyłam, że na dźwięk ostatnich słów prawie niezauważalnie się skrzywił. Prawie bo jednak ja zauważyłam.
- Sama świetnie sobie radzi. - powiedział patrząc prosto na mnie.
Czułam na sobie jego palący wzrok, miałam ochotę schować się pod stołem, jednak
musiałam zachować zimną krew.
- Świetnie. - mruknęłam, bardziej do siebie niż do niego. Nastała chwila ciszy - jeśli tak można powiedzieć, o przerwie w stołówce gdzie siedzi cała szkoła i wszyscy między sobą gawędzą.
- Jak Jess przyjdzie powiedz, że będę tam gdzie zawsze. - powiedział
wstając. Chciałam już odetchnąć kiedy ten zatrzymał się i nachylił do mnie nieznacznie, mówiąc
- To nie jest moja dziewczyna- od razu owinął mnie jego miętowy oddech.
Kiedy odszedł z wrażenie wypuściłam powietrze , które nawet nie wiem
kiedy wstrzymałam. Widzę, że zapowiada się całkiem ciekawa wycieczka. 


Chwilę przed dzwonkiem dotarłam do klasy, widząc Jessike rozmawiającą z Alicją ( rudzielec z naszej klasy) od razu do nich podeszłam.
- Jess można Cię prosić? - zapytałam odciągając przyjaciółkę na bok.
- Jasne, co jest?
- Co Ty nagadałaś Nickowi?? hm?
- Ale o co chodzi? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Kiedy siedziałam na stołówce przysiadł się do mnie i zaczął ze mną rozmawiać. Powiedział, że kazałaś mu tam na siebie czekać bo masz mu coś do powiedzenia i..
- Czekaj, czekaj. - zatrzymała mnie ruchem ręki. - Ja nic mu nie
mówiłam. Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że  w środy nie jem obiadów
na stołówce. - powiedziała.
- Co ? Więc czemu on..
- Hej!  - mówiąc to podniosła brwi ze zdziwienia. - To była tylko jego
wymówka, chciał po prostu z tobą pogadać! - pisnęła podekscytowana.
- Co? Niby po co??
- A ja wiem?  A o czym gadaliście? - zapytała wyraźnie zaciekawiona.
- No.. o biwaku? - wzruszyłam ramionami. Sama dokładnie tego nie wiedziałam.
- Widzisz?! Jeszcze nie rozumiesz?! - pisnęła zwracając tym samym uwagę
połowy korytarza w tym klasy Nicka.
- Jess co Ty dzisiaj brałaś? Spójrz tam. - pokazałam ruchem ręki klasę na przeciwko. Stał tam Nicholas oparty o ścianę i bawiący się telefonem a obok niego stała ta wydekoltowana lala uwieszona na nim jak bombka na choince. - I on coś do mnie czuje? - zapytałam sceptycznie próbując ukryć łzy cisnące mi się do oczu. Słowa Jess -o tej wymówce -naprawdę poprawiły mi samopoczucie. Jednakże chwilowo.
- To jest kretyn, nie przejmuj się nim.
- Jak mam się nie przejmować? Przed wczoraj wyznał mi miłość a teraz co? Zresztą... nie ważne, pani Jonson juz idzie. - powiedziałam z bólem odwracając wzrok od przeciwległej klasy. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Jak ja  w ogóle mogłam pomyśleć, że ten cały biwak wypali? Nie powinnam w ogóle na niego jechać tylko zostać w domu, ale obiecałam Jessice i nie chce jej zawieść. Nie będę psuła przyjaźni z powodu jakiegoś tam
chłopaka. No właśnie… tylko, że Nick to nie był jakiś tam chłopak…

niedziela, 10 listopada 2013

10.

Ponownie przepraszam za tak dluga przerwe. Od listopada dojezdzam do domu ( ok. 40km) ze szkoly, wiec te przerwy sa dluzsze. Wynajelam stancje i od jutra bede miala bardzo blisko szkoly, wiec powinnam dodawac troche czesciej te rozdzialy ,jednak nic nie obiecuje :)) Strasznie dziekuje tym, ktorzy mimo wszystko czytaja moje marne wypociny. Kocham was! <3

______________________________________________________________________________
Bylam zla i roztrzesiona. Nie mialam juz sily do tego wszystkiego. Zaszylam sie w swoim pokoju z policzkami mokrymi od lez. Marzylam jedynie o tym zeby cofnac sie w czasie i nawet nie marzyc o posiadaniu chlopaka. Jakikolwiek by on nie byl. Nie chcialam juz wiecej nawet wychodzic z domu.
Moj szloch przerwalo pukanie do drzwi. Mruknelam z twarza  w poduszcze ciche 'prosze' po czym w drzwiach ukazala mi sie sylwetka Nicholasa. Oniemialam. Ze tez akurat teraz musial za mna pojsc.
- Co chcesz? - zapytalam nie patrzac w jego strone.
- Lilly ja.... to wszystko nie tak. - powiedzial siadajac na skraju lozka.
- Pewnie. - prychnelam. - Pokazywala Ci tylko swoja bielizne, prawda? Nie wciskaj mi kitow Anderson.
- To naprawdę wszystko źle zrozumiałaś . - zapewniał głaszcząc mnie po mokrym policzku.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam.
- Co? - zmarszczył brwi.
- Po co zawracasz sobie mną głowę? - zapytałam.
- Bo…. Ja… - zaciął się. Zauważyłam, że nie wie co powiedzieć.
- No właśnie. – burknęłam.
Cisza. Przerywana jedynie przez mój cichy szloch.
- Kocham Cię. - usłyszałam po chwili.
- Co? - przekręciłam głowę w jego stronę.
- Kocham Cię. - powtórzył głośniej patrząc się w moje oczy.
- Ale.... jak...jak to? - zapytałam głupkowato.
- Tak to mała. - słodko się uśmiechnął. - Zależy mi na tobie i dlatego to wszystko.
- Dlatego, przeleciałeś na kacu tą Barbie. – bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Nie przeleciałem. - powiedział.
 - To co ona robiła u Ciebie w samej bieliźnie.
- Przyszła do mnie - sam nie wiem po co - oblała się colą i poszła przebrać. Przynajmniej miała. Kiedy Cię usłyszała postanowiła zrobić Ci głupkowaty żart i udawała, że jesteśmy po seksie, ale do niczego nie doszło. Mogłaby byś tam bez niczego a i tak nie zwróciłbym na nią uwagi. Nie wiem co jej odbiło. - powiedział patrząc na mnie czule. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaufać mu ponownie czy odepchnąć. Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Chciałam, naprawdę bardzo chciałam mu zaufać nie rozczarowując się przy tym ponownie.
- Nick ja.. ja potrzebuje czasu. – powiedziałam tylko.
- Wystarczyło po prostu powiedzieć nie. - powiedział wstając.
- Ale Nicholas ja nie.. - niestety, przerwało mi głośne trzaśnięcie
drzwi. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.

Następnego dnia od przekroczenia progu szkoły miałam złe przeczucia. I
nie myliłam się. Kiedy tylko weszłam do szkoły od razu skierowałam się do swojej szafki,
gdzie wyjęłam potrzebne podręczniki a schowałam kurtkę. Idąc w stronę sali nr . 113 czułam na sobie masę spojrzeń, i jeszcze te szepty. Nie rozumiałam o co chodzi dopóki nie
weszłam na piętro. Tam na schodach siedziała Sara. Miedzy nogami Nicka i
głośno się śmiała. Kiedy usłyszałam swoje imię odruchowo spojrzałam w tamtą stronę
jednak nikt mnie nie wołał. Barbie po prostu śmiała się ze mnie i mówiła głośno - coś czuje, że specjalnie - do swoich przyjaciółeczek, które jak wierne pieski siedziały obok nich. Zignorowałam to – co było bardzo trudne i ruszyłam pod swoją sale szukając Jessiki lub Davida. Może oni mi w końcu to wszystko wyjaśnią?

Zaczęła się 4 lekcja, Biologia. Nic do niej nie mam jednakże Pan Jenkinson strasznie przynudzał o budowie  limfocytów i budowie anatomicznej człowieka. Gdzieś w połowie lekcji do klasy wpadła roztrzepana Jessika.
- Przepraszam za spóźnienie. Trochę zaspałam. - wytłumaczyłam się.
- Zaspałaś? Na - rzucił okiem na dziennik - czwartą lekcję? - uniósł brew.
- Nie włączyłam budzika, a do tego samochód mi się zepsuł i musiałam iść na piechotę.
- No cóż... - westchnął. - Siadaj w ławce i spróbuj nadrobić dzisiejszy materiał.
- Tak Panie Jenkinson. - powiedziała ruszając do ławki. Kiedy rozpakowała książki udając, że słucha tego jakże nudnego monologu, napisała mi karteczkę. ,, Nawet nie wiesz ile mam ci do opowiedzenia '' Już się boje co takiego miała mi do powiedzenia. Przez
resztę lekcji rozmyślałam o tym, co miał oznaczać jej liścik. Udało mi się uniknąć pójścia do odpowiedzi, co niestety nie udało się połowie klasy. Wraz z dźwiękiem dzwonka wszyscy się spakowali po czym ruszyli na długą przerwę.
- Li zaczekaj. - powiedziała Jess zapinając torbę.
- Co jest ? - zapytałam kiedy zrównała się ze mną na korytarzu.
- Po pierwsze, wyjaśnij mi co to było wczoraj. - powiedziała zatrzymując się przede mną.
- Zapytaj swojego braciszka. – prychnęłam rozdrażniona, że ktoś w ogóle zaczął ten temat.
- Chodzi o tą Sarę? To nie tak on..
- Nie tłumacz mi tego znowu okej? Był u mnie i wszystko mi powiedział... nawet więcej niż chciałam usłyszeć.
- Ale jak to?
- Nie wnikaj Jess. - pokręciłam głową.
- Dobra, później mi opowiesz. – pogroziła mi palcem.
- Pewnie - dodałam z ironią.
- A teraz słuchaj. Rada pedagogiczna organizuje biwak i wybierają 2 klasy pod względem najlepszych ocen. Nasza ma spore szanse! - pisnęła podekscytowana.
- ŁAŁ, no to nieźle. Myślałam, że coś przeskrobałaś. Nie wpadłabym na to.
- No widzisz. - mrugnęła. - Chyba nie muszę pytać czy jedziesz, prawda? - zapytała unosząc brew i biorąc się pod boki.
- No pewnie, że nie. - zaśmiałam się przytulając ją po przyjacielsku.


- A właśnie - zaczęła kiedy czekałyśmy pod klasą na nauczyciela. - Na matmie jest apel, na którym dyrka  ogłosi które klasy jadą. Fajnie nie? - uśmiechnęła się. – Ominie nas test.
- Dobrze, bo nie uczyłam się nic a nic.
- Ja też. Oby udało się z tym biwakiem. – westchnęła.
- Widzę, że serio się w to wkręciłaś.
- A Ty nie? – zapytała.
- Przeżyłabym gdyby się nam nie udało. - wzruszyłam ramionami.
- Pesymistka jak zwykle - powiedziała wchodząc do klasy.
- Proszę zostawić wszystkie rzeczy, idziemy na apel. - zarządziła Pani Jones - nasza nauczycielka od matematyki.
Kiedy ustawiliśmy się pod klasą, P. Jones zamknęła drzwi po czym zaprowadziła nas na salę gimnastyczną, gdzie były już starsze klasy. Zajęliśmy miejsce pod oknem , czekając na resztę szkoły. Rozglądałam się dość uważnie – nawet nie wiedziałam w jakim celu - i
zauważyłam, że klasa Nicka jeszcze nie przyszła. Już myślałam, że obejdzie się bez nich jednak myliłam się. Kiedy weszli myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Trzymał za rękę tą całą Sarę i szczerzył się do Davida jak gdyby nigdy nic. A jeszcze wczoraj mówił, że mnie kocha. Dupek.
 Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały jego uśmiech zdecydowanie przygasł. Czułam jakby totalnie mnie olał …. Jakby kompletnie mnie nie zauważał bo zwrócił się po chwili do swojej ‘dziewczyny’ , która zaczęła się śmiać. Chciałam już zakończyć ten idiotyczny apel i
zaszyć się w ostatniej ławce rozpaczając nad swoim nędznym żywotem.
Jednak jak na złość Pani Smith zanudzała nas bezpieczeństwem w czasie wycieczek poza teren szkoły i przeróżnymi sytuacjami jakie mogłyby się wydarzyć na takim biwaku plus co wtedy należałoby zrobić. Szczerze mówiąc, miałam ogromną nadzieję, że klasa Nicka pojedzie. Miałabym wtedy spokój przez następny tydzień. Nie bardzo miałam ochotę
jeździć na wycieczki w tym momencie, chyba wiecie dlaczego ?
- A więc, nie przedłużając, ( o ironio) klasy które jadą na biwak w przyszłym tygodniu to klasa 1C i 2A. - oznajmiła po czym odbyły się oklaski, a P. Smith zeszła ze sceny.
Umarłam. I to dosłownie. Klasy, które wytypowała rada były klasami moimi i Nicholasa. Myślałam, że nie dosłyszałam kiedy dyrektorka czytała klasy, które będą miały ten ''zaszczyt'' , bowiem nie codziennie odbywały się takie wycieczki praktycznie na
początku roku. Teraz tylko zostało mi powiedzenie jakoś Jessice, że jednak nici z naszych biwakowych planów. Tylko jak?