wtorek, 1 kwietnia 2014

13



 Z poślizgiem ale jest :) 3 strony w Office ale udało się ! Jest! :) Strasznie Was przepraszam. Rozdziały będą pojawiały się rzadko, ze względu na szkołę. Mam teraz multum nauki, a nie chce w czerwcu siedzieć i poprawiać, więc wole ogarnąć to wszystko teraz ;D Z góry dziękuję Tym, którzy jeszcze tu są i czytają i komentują :) Kocham Was! <333 ;**
Następny rozdział NA PEWNO będzie jeszcze w tym miesiącu ;)


 _______________________________________________________________________




Jakoś pod wieczór nauczyciele chodzili po domkach i wołali nas na kolację. Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty jeść. Przesiedziałam cały ten czas w pokoju, rozpakowując się i śmiejąc z Jess. Cieszę się, że jest tu ze mną. Nie wiem jak bym sobie bez niej poradziła. Jak na złość na dole zakwaterowała się Margaret - tak dobrze słyszycie TA Margaret - ze swoją kumpelą Rose. Nic nie mam do tej drugiej, w sumie to nawet jej nie znam ale wystarczy mi to, ze przyjaźni się z kimś takim jak ruda.
Po wyjściu z domku, udałyśmy się z Jess na tą nieszczęsną kolację. Oprócz tego, że się zgubiłyśmy, jakoś udało nam się dojść na stołówkę. Była za boiskiem do gry w nożną. Kiedy weszłyśmy spostrzegłam, że nie ma połowy wycieczkowiczów. Czyli nie tylko my błądziłyśmy. Już myślałam, że będę musiała wytrzymać te wszystkie spojrzenia. Jess pociągnęła mnie w stronę jednego z "mniejszych " stolików, który - moim zdaniem - był jednym z najdłuższych. Mieści się tam ze 14 osób. Oczywiście nie zdziwiłam się kiedy spostrzegłam Davida, który do nas machał. A może do niej? Sama nie wiem. Tak czy inaczej podeszłyśmy tam, Jess usiadła na przeciwko blondyna, mi zostało tylko usiąść obok niej.
- Gdzie ten mój głupi braciszek?  -zapytała odgarniając grzywkę.
- Siedzi w domku. - powiedział dziwnie się na mnie patrząc.
- Sam czy znowu pieprzy jakieś dwie laski? - podniosła brew.
- Co?  zapytał zdziwiony .
- No z tego co słyszałam - ja i Li - przeleciał ostatnio takie dwie. Jak na złość jedną mamy w domku. - prychnęła na samo wspomnienie wchodzącego rudzielca do naszego "mieszkania".
- Kiedy miałoby to być? - zapytał jak gdyby od niechcenia. Zauważyłam jednak, że naprawdę był zdziwiony tą 'nowiną'.
- Lilly? - zapytała patrząc na mnie.
Wzruszyłam tylko ramionami.
- Nie podały konkretnej daty.
- Bo żadnej nie ma. - odchrząknął. Na tym rozmowa się skończyła bo do stołówki weszła P. Green oznajmiając, że po kolacji mamy czas wolny. Możemy dzięki temu rozejrzeć się po okolicy i odpocząć po 3- godzinnej podróży.
Po zjedzeniu kolacji  - i rozglądaniu się po stołówce w poszukiwaniu Jego - wróciłyśmy do domku po portfel, telefon i tego typu rzeczy.
 -Ciekawe czy są tu jakieś sklepy? - wiedziałam, że kiedyś o to zapyta.
- Wątpię, to dziura. - mruknęłam.
- Kurcze, miałam nadzieję, że coś się tu znajdzie. O popatrz!  - krzyknęła podekscytowana. Odwróciłam się w stronę, w która wyciągnęła palec. Zobaczyłam boisko a na nim chłopaków grających - oczywiście stąd ta ekscytacja  Jess - bez koszulek. Nie wiem czemu, ale odruchowo przeleciałam wszystkie postaci wypatrując tej konkretnej, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć. Zanim się spostrzegłam siedziałam już przed linią na trawie, razem z Jess i kilkoma dziewczynami, które ekscytowały się torsami chłopaków. Ci oczywiście popisywali się, robili różne sławne triki i nie tylko. Po chwili P. James w roli 'sędziego' zaczął dzielić drużyny i wtedy dopiero rozpoczęła się gra. Lubiłam piłkę nożną. Kiedy byłam mała grałam w nią razem z tatą. Nie byłam wcale taka najgorsza, jednak z biegiem lat przestałam mieć na nią czas. Szkoła, nauka te sprawy. Byłam trochę zawiedziona, kiedy nigdzie nie widziałam Nicka. W głowie układały mi się najczarniejsze scenariusze. Musiałam przestać o tym myśleć, więc zaczęłam dopingować chłopaków razem z Jessiką, która nie odrywała wzroku od Davida. No i nic dziwnego, jest dosyć przystojny. Oczywiście nie umywa się do Nicka ale co tam. Jakoś po 30 minutach gra nabrała szybkości. Coraz więcej osób się schodziło, którzy albo dopingowali albo chcieli dołączyć się do grających.  W ten sposób z 6 na 6 zrobiło się 12 na 13. Wyglądało to dosyć dziwnie na tym dość małym boisku.
- Jeny no. - usłyszałam po swojej lewej jęk Jess.
- A Tobie co? - zapytałam unosząc brew.
- Zasłaniają mi Davida. - jęknęła żałośnie. Roześmiałam się widząc jej minę. Wyglądała jak małe dziecko, które nie dostało cukierka.
- A Ty z czego się śmiejesz? - burknęła krzyżując ręce na piersi. - Przynajmniej mam na kogo popatrzeć. - zatkało mnie. Uniosłam brwi zdziwiona.
- Nie, ja.. nie chodziło mi o to. - powiedziała szybko przejęta moją reakcją.
- Wiem o co Ci chodziło. - powiedziałam zrezygnowana udając zainteresowanie grą.
- Lilly, serio ja.. - urwała. Dopiero po chwili poczułam , że ktoś kogo mnie usiadł. Wszędzie poznam te perfumy. Udałam jednak, że Go nie zauważyłam, po czym pochyliłam się trochę do przodu oglądając mecz. Zaczął jeździć ręką po moim ramieniu co równie - z trudem - zignorowałam. Kiedy przeszedł na plecy, po czym zjeżdżał powoli w dół nie wytrzymałam i lekko drżąc odwróciłam głowę w jego stronę. Zobaczyłam zupełnie innego chłopaka niż oczekiwałam. Miał lekko zapadnięte oczy, powiększone źrenice, niechlujnie ułożone włosy ( co oczywiście dodawało mu uroku) i ten błądzący wzrok.
- Nick, co się dzieje? - zapytałam powoli.
- Nic - uśmiechnął się półgębkiem nadal jeżdżąc ręką po moich plecach.
- Jesteś pewny? - zapytałam.
- Mhm. - mruknął w odpowiedzi  powoli obejmując mnie w pasie tym samym przysuwając lekko do siebie. Stykaliśmy się dzięki temu nogami. Zdziwiło mnie jego zachowanie, jednak postanowiłam to zignorować. Niestety nie na długo. Kiedy kątem oka spojrzałam w jego stronę zauważyłam, że mi się przygląda.
- Mam coś na twarzy? - zapytałam odruchowo łapiąc się za policzek. Ten ze ściśniętymi ustami pokręcił głową.
- To co jest? - zmarszczyłam brwi.
- Jesteś ładna - powiedział przyglądając mi się i przekręcając głowę na bok. Dostałam gęsiej skórki, poczułam motylki w brzuchu i po chwili zrozumiałam. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia jednak Jess mnie wyprzedziła.
- Naćpałeś się !? - pisnęła pochylając się w naszą stronę.
- Tylko troszeczkę. - powiedział z uśmiechem nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nicholas, pogięło Cię?! Jeśli któryś z nauczycieli się dowie z miejsca wrócisz do domu. - powiedziała zdenerwowana, na co ten tylko wzruszył ramionami bawiąc się włosami, które wyszły mi z kucyka. 
- Masz szczęście , że mamy czas dla siebie bo inaczej miałbyś przesrane - jęknęła zrezygnowana brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony bruneta. - Wracaj do domku! - pisnęła.
- Nie - zaprzeczył zbyt szybko na co ta westchnęła żałośnie.
- A co to za zbiorowisko? - zapytał Dav. Żadne z naszej trójki nie zauważyło, że mecz już dawno się skończył i część ludzi zaczęła się rozchodzić w swoje strony. - A wy co? - zdziwił się na widok mnie i Nicka.
- Naćpał się. Wiesz coś o tym? - zapytała podchwytliwie dziewczyna wstając i otrzepując swoje szorty. David spojrzał na Nicka po czym pokręcił głową z politowaniem.
- No więc? - podparła się pod boki.
- Hahaha, David będzie miał lanie. - usłyszałam ciche parsknięcie Nicholasa. Zupełnie jak nie on. Zaczęłam się go e tamtej chwili bać, co to się teraz słyszy o nastolatkach pod wpływem dragów.
- Oj.. - cmoknął po czym odwrócił głowę w lewo zbierając myśli - wziąłem ze sobą działkę czy dwie. - włożył ręce w kieszenie.
- Pogrzało Cię?!
- No na imprezę, przecież nie biorę codziennie.
- No właśnie nie wiem. Jednak nic się nie zmieniłeś. - pokręciła ze zrezygnowaniem głową. - Chodź Lilly, wracamy na domki. - powiedziała. Próbowałam wstać, jednak Nick mi to utrudniał śmiejąc mi się do ucha.
- Nick, serio muszę wstać. - powiedziała bezradnie kiedy ten objął mnie obiema rękoma w pasie. Szczerze mówiąc nie chciałam wstawać, chciałam tu zostać choćby całą noc. Czuć jego zapach obok siebie, jego słodki śmiech. I jeszcze ta ręka wędrująca po moich plecach i ramionach na zmianę.
- Dav zrób z nim coś, w końcu to twoja wina. A tak po..
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - usłyszeliśmy z naprzeciwka. O nie, tylko nie on. - Widzę, że teraz bierzesz się za tą brzydszą część szkoły. - zaśmiał się szyderczo. Nick momentalnie spoważniał po czym spojrzał groźnie na Jeffreya.
- Coś Ty powiedział?
- No stary, nie udawaj, że na to lecisz. - parsknął, a ja odwróciłam głowę lekko wzdychając. Zrobiło mi się zimno, a to dlatego, że Nick wstał i podszedł do Jeffa popychając go do tyłu.
- Odszczekaj to ! - krzyknął.
- Stary, co z Tobą? - zapytał zdziwiony.
- Powiedziałem coś ! - znowu go popchnął, przez co wylądowali na - no na praktycznie środku boiska. Momentalnie zaczęła się bójka. Nie zarejestrowałam kto kogo powalił na ziemię, jednak widziałam w zachowaniu bruneta czystą furię. Usłyszałam zgrzyt przez co wstrząsnęłam się z obrzydzenia. Chwilę później z twarzy Jeffreya sączyła się krew.
 - Boże, David zrób coś z tym! - krzyczała Jess. Blondyn robił co mógł, jednak po chwili  sam oberwał. Zleciało się parę chłopaków, zaczęli odsuwać od siebie tamtą dwójkę. Niestety Nick ciągle się wyrywał. Nie wiem kiedy wstałam,  Jess już mnie popychała w stronę szarpiącego się Nicka.
- Co ty robisz? - pisnęłam.
- Może jak Cię zobaczy to się uspokoi, bo nic innego nie działa. - spojrzałam na nią z powątpiewaniem , jednak widząc w jej oczach smutek - nic dziwnego, jeszcze nigdy nie widziała swojego brata w takim stanie - szybko podeszłam do niego. Nie wiedziałam co mam zrobić, więc stanęłam przed nim i mówiłam żeby się uspokoił. Początkowo nawet mnie nie zauważył, kiedy jednak złapałam go za ramię spojrzał na mnie. Miał przerażający wzrok, nie widziałam go jeszcze takiego. Z jego łuku brwiowego lała sie krew, miał lekko rozdartą skórę na policzku  i szyi.
- Nick, uspokój się. - powiedziałam w miarę spokojnie, jednak głos mi drżał.
- On nie ma prawa tak o Tobie mówić. - powiedział szamocząc się lekko.
- Nie zwracaj na to uwagi, przyzwyczaiłam się już. -  ten momentalnie sie uspokoił i spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
- Co? - zapytał. Uśmiechnęłam się smutno, bo co innego mogłam powiedzieć. - Jak to ..
- Dobra Nick, ej zostawcie go już, nie będzie się bił, prawda? - zapytał Dav łapiąc go trochę mocniej za ramię przez co brunet się skrzywił. Kiedy wszyscy tam obecni zobaczyli , że już po walce a Jefffrey ze złamanym nosem i rozdartym łukiem brwiowym się zmył, sami postanowili wrócić do swoich domków. Chciałam zrobić to samo i zaczęłam się powoli wycofywać, widząc Nicka w trochę bardziej spokojnym stanie. Nie uszłam daleko bo poczułam jak ktoś złapał mnie za rękę po czym lekko nią szarpnął. Zanim się spostrzegłam stałam już w jego ramionach.
- Nikt już więcej się tak do Ciebie nie odezwie, obiecuję. - szepnął mi do ucha po czym wtulił twarz w moje włosy. Powoli, trochę nieśmiało objęłam go w pasie opierając głowę na jego piersi. Poczułam przyjemne ciepło kiedy doszedł do mnie sens jego słów. Zdawałam sobie jednak sprawę, że mimo wszystko jest pod wpływem, więc pewnie nie mówił poważnie. Jednak wzięłam sobie jego słowa do serca, bardzo - aż za bardzo - głęboko.
- Dobra to my was zostawiamy - powiedziała cicho Jess. Dav chodź - powiedziała odchodząc.
- David! - krzyknęła bo ten stał jakby go zamurowało. Kątem oka widziałam jak się nam przygląda. Tak wiem, nie codziennie widzi sie kogoś takiego jak Nicholas z kimś takim jak ja. Jess szarpnęła go - dosyć mocno - i gdyby nie to , to pewnie stałby tam i patrzył na nas jak na kosmitów. Trochę czasu minęło zanim się oddalili, Nick jednak ciągle mnie do siebie tulił. Nie chciałam przerywać tej chwili jednak musiałam.
- Nick? - zapytałam cicho.
- Tak? - poczułam jego oddech na szyi.
- Wracajmy już do domków. - zagaiłam. Ten z westchnięciem odsunął się od mnie lekko jednak nadal obejmował mnie w pasie.
- Jak długo to trwa? - zapytał całkiem poważnie. Wzruszyłam ramionami. - Jak można nie wiedzieć takich rzeczy? - poczułam, że zaczyna się denerwować. - No więc? - zapytał widząc brak odpowiedzi  z mojej strony.
- W sumie to odkąd pamiętam. - westchnęłam patrząc z zażenowaniem na ziemię.
- Lilly? Spójrz na mnie. - powiedział - No spójrz - złapał mój podbródek po czym dosyć mocno odwrócił głowę w swoją stronę. Skrzywiłam się lekko.
- Dlaczego dajesz się tak traktować? Czemu mi nie powiedziałaś?
- A po co i kiedy miałam Ci to powiedzieć? Kiedy sam się śmiałeś?! - wybuchłam ze łzami w oczach.
- Ej, ej. Już dobrze. - przytulił mnie. - Masz rację, wracajmy zanim zrobię coś czego będę żałował. - powiedział po chwili kierując się ze mną w stronę kempingu. Przez całą drogę mnie obejmował, co nigdy mi się nie nudzi . Jednak w tamtej chwili miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zrozumiałam, że jestem nikim i nie zasługuję na kogoś takiego jak on.

piątek, 14 lutego 2014

12

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Za tak dłuugą nieobecność. Rozdziały będą coraz rzadziej, nie wyrabiam z czasem. Muszę teraz dużo się uczyć, ten miesiąc jest najważniejszy a nie chce siedzieć w czerwcu i poprawiać. :)
Zrozumiem jeśli przestaniecie czytać moje wypociny :D Jeszcze raz przepraszam za moją nieobecność ;D Postaram się to nadrobić następnym rozdziałem :) Który wstawię ( nie obiecuje) w ten weekend :D
______________________________________________________________________________


Tak bardzo nie chciałam dzisiaj wstawać. Nadszedł dzień biwaku, na który nie chciałam jechać. Jess od samego rana siedziała w moim pokoju i pomagała mi się pakować. Wczoraj nie miałam na to ani siły ani ochoty.
- A gdzie masz ta białą koszulkę? - zapytała składając ostatni sweter.
- Jaką? - uniosłam brew czesząc sie przed lustrem.
- No tą z tym zamkiem. - zagaiła 'niewinnie'.
Od razu wspomnienia. Jego zapach, dotyk jego ust, te cudowne oczy patrzące na mnie.
- .... się tam wybrać.
- yy.. Co? - zapytałam.
- A ta znowu w swoim świecie. - westchnęła.
- Oj bo zamyśliłam się.
- Właśnie widzę. - powiedziała. - Słuchaj to już nie jest normalne, od wczoraj chodzisz jak zmora, weź się w garść dziewczyno, takich jak on jest setki.
- I kto to mówi. David za Tobą szaleje więc nie masz takiego problemu. - prychnęłam zawiązując swoje brązowe fale na czubku głowy.
- Słuchaj jedno co wiem, to to, że mu na Tobie zależy okej? Nigdy nie widziałam swojego brata w takim stanie. Jest jeszcze gorszy niż Ty! - jęknęła. - Wczoraj jak mama kazała mu iść do sklepu to wrócił z samym paragonem. Bez zakupów ogarniasz to!?
Uśmiechnęłam się na samą myśl o takim Nicku. No nie powiem, zrobiło mi się trochę lepiej, wiedząc, że nie jestem w tym uczuciu osamotniona.
- To jeszcze nic nie znaczy. - powiedziałam tylko.
- Jeeeny, dziewczyno. Ciebie nic nie przekona. Nawet jakby tu przyszedł i Ci się oświadczył! - wzniosła ręce do góry.
- Takie życie. - mruknęłam robiąc ostatnie poprawki. Swoją drogą wzięłam sobie uwagi Jess odnośnie mojego wyglądu do serca. Mam zamiar zacząć o siebie dbać, co oznacza tusz do rzęs, puder ( ale nie za dużo, nie chcę wyglądać za kilka lat jak moja mama), eyeliner i tego typu pierdoły. Nie odróżniam ich, ale Jess wszystko mi pod nos podstawia więc biorę.
- Dobra, chodź już bo zanim tą Twoją torbę zniesiemy to autobus odjedzie.
- Sory, ale to Twoje dwie wczoraj pół nocy nie mogłyśmy dopiąć!
- Dobra, dobra. Nic nie mówiłam, chodź. - mruknęła po czym łapiąc podręczną torbę w locie, zamknęłam pokój i zeszłam za przyjaciółką na autobus.

- Stary to będzie mega wycieczka! Mówię Ci to! - mówił podekscytowany blondyn. Stali właśnie przed autobusem i czekali na resztę klasy i opiekunów.
- Ta, ta. - mruknął w odpowiedzi brunet, oparty o autobus i nie odrywający zroku znad swojego iPhona.
- Stary co Ty taki markotny ostatnio? - zapytał Dav. - Okres Ci się zbliża czy co?
Ten w odpowiedzi spojrzał na niego po czym z powrotem zajął się swoim telefonem. Wystarczyło jedno spojrzenie a David się zamknął.
- O nie znowu ona. - szepnął poirytowany, na co Nick nie zdążył zareagować a już poczuł te oblepione szminką usta na swoich i te duszące perfumy o zapachu ... jakimś tam kwiatowym.
- Tęskniłam skarbie. - objęła go rękami w pasie po czym wcisnęła głowę w zagłębie jego szyi. Ten tylko skrzywił się z obrzydzenia, krzyżując w tym czasie spojrzenie ze mną. Myślałam, że znowu zrobi coś co mnie zaboli. Ale ten tylko spojrzał na mnie pokazując mi swoim wyrazem twarzy, żebym pomogła mu jakoś się ' z tego wydostać'.
Nie wiem co mnie wtedy naszło, ani skąd ta nagła odwaga, ale podeszłam tam do nich. Oczywiście ni stąd ni zowąd pojawiła się moja jakże cudowna przyjaciółka oznajmiając dosyć głośno, żeby Sara wzięła łapy od jej brata bo ja tu stoję. Wtedy ta zdziwiona odwróciła się w naszą stronę patrząc na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ty? Poważnie? - prychnęła.
- Tak, poważnie. - powiedział Nick podchodząc do mnie i przytulając mnie od tyłu. Myślałam, że się rozpłynę, niesamowite uczucie.
- Ale Niki... przecież..
- Tyle razy Ci mowiłam a Ty swoje, więc teraz masz czarno na białym. - pokazała gestem w naszą stronę uradowana Jessica. W tym czasie Nick zaczął skubać mi delikatnie ucho co doprowadzało mnie do dziwnego uczucia kotłującego się w moim podbrzuszu.
- Banda idiotów, ale to jeszcze nie koniec Nick. Pamiętaj, że zawsze do mnie wracasz i tak będzie tym razem - powiedziała po czym odchodząc podniosła głowę i dumnie opuściła nasze malutkie zbiorowisko.
- W kooońcu! - jęknął David podnosząc ręce w góre w geście zwycięstwa.
- Stary aż tak Ci ona wadziła? - zapytał Nick z uniesioną brwią.
- ohohoh... Żeby tylko mnie, człowieku ona jest jak rzep u psiego ogona, ani tego nie oderwiesz ani kurwa nie odetniesz ni chuja. - powiedział na co zaczęliśmy sie śmiać. - A w tym co takiego śmiesznego? - zapytał zdziwiony.
- No... David.. i... TAKIE powiedzenia, nie spodziewałam się. - powiedziała Jess zalotnie trzepocząc rzęsami. Myślałam, że mi oczy wyjdą z orbit. A to co to było?! Blondyn z kolei od razu się zaczerwienił. Dziwne, taki chuligan ale jak Jess na niego spojrzy to od razu zamienia się w bezbronnego chłopca. Szkoda, że Nick tak nie może.
- Wszyscy na zbiórkę! - usłyszeliśmy nagle. Czym prędzej podeszliśmy do jednej z opiekunów. Swoją drogą Nick ciągle obejmował mnie w pasie i trzymał głowę blisko mojej. Nie wierzę, że tak łatwo nam to poszło. Kiedy podeszliśmy do grupy już schodzących się uczniów, zauważyłam, że wszyscy sie na nas patrzą i szepczą między sobą. Postanowiłam się tym nie przejmować, choć przychodziło mi to z trudem.
Po zbiórce zaczęliśmy wsiadać do autokaru, oczywiście usiadłam z Jess, która bezczelnie usadowiła się przy oknie. Po wyjechaniu z naszego miasta postanowiłam posłuchać trochę muzyki, jednak nie było mi to dane bo siedzenie za nami usłyszałam, że jakieś dwie dziewczyny szepczą o mnie i Ncholasie. Przybliżyłam więc trochę głowę między siedzenie moje a Jess, żeby lepiej wszystko słyszeć.
- Daj spokój, porażka.
- Noo dokładnie. Biedna się niczego nie domyśla. - usłyszałam śmiech.
- Sama sie na to pisała, przecież wiadomo, że faceci pokroju Andersona nigdy się nie zmienią.
- Swoją drogą, słyszałam, że jest niezły w TE klocki.
- Haha, niech zgadnę od Jane? ( Dżejn) - zaśmiała się szyderczo.
- Nie, od Margaret.
- O kurwa ją też?? Ma brańsko widzę.
- Dziwisz sie, gdybym mogła sama bym mu wskoczyła do łóżka.
- Nie Ty jedna...a wie
 Wyłączyłam się. Dość szybko pozbierałam wszystko do kupy, te szepty na zbiórce, dziwne spojrzenia kiedy to Nick mnie obejmował. Musiał się nieźle zabawiać, a ja siedziałam w domu i wyżalałam sie Jessice. Ale czego ja się spodziewałam? Tego, że Nick będzie płakał i zwierzał się Davidowi tak jak w moim przypadku? Ale żeby dwie?? Porażka. Moja porażka. Zawaliłam na całej linii. Założyłam słuchawki po czym zamknęłam oczy, niestety nawet głośna
 muzyka nie pomogła. Cały czas słyszałam ich słowa odbijające się w mojej głowie niczym echo.


Nie wiem ile czasu zajęło nam dojechanie na camping. Wiem tylko, że dość długo bo cała playlista mi przeleciała. Jess mnie obudziła po czym zaczęłyśmy wysiadać z resztą uczniów. Było 4 opiekunów ( dwóch na klasę) z czego dwoje nauczycieli pomogło wszystkim wyciągnąć bagaże z pojazdu. Kiedy każdy miał już swoją torbę ruszyliśmy za przewodnikiem, dość szybko jednak okazało się, że nigdzie nie ma namiotów, a domki letniskowe. Dało się słyszeć pomruki niezadowolenia, jednak dla mnie to nie był koniec świata. A nawet lepiej. Nie chciałam gnieździć się w namiocie, to jak spanie na ziemi tyle, że jest 'frajda' bo na wycieczce, bo z klasą. Nigdzie nie widziałam Nicholasa, co było w sumie dobre bo nie wiem jakbym zareagowała. Kiedy zatrzymaliśmy się przed pierwszymi domkami, opiekunowie zarządzili, że mamy dobrać się po 4 osoby. Jess oczywiście chciała wziąć Nicka i Davida, jednak uprosiłam ją... w sumie to wręcz ubłagałam aby wziąć jakieś dziewczyny. Wyszło na Lucy i Margaret. Eh... no co tu poradzić. Kiedy wszyscy jako tako się podzielili  P. Green zaczął każdemu przydzielać po domku. Nam dostał się na przeciwko Sary i reszty jej bandy od tipsów. Nie byłam z tego zbytnio zadowolona, ale lepsze to niż Nick i David. Domek składał się z parteru i piętra, które Jessica szybko zajęła. Chociaż to poszło po mojej myśli, nie chciałam bowiem mieszkać na dole. Wszyscy tamtędy wchodzą i wychodzą, to nie dla mnie. Wolę mieć trochę prywatności.
- Ale super! Już się cieszę na to całe mieszkanie tu! - pisnęła podekscytowana Jess, skacząca po łóżku.
- Jasne, beędzie świetnie - mruknęłam grzebiąc w torbie.
- Hej, co jest? Przecież zaczęło wam się układać, dzięki temu nie muszę wdrążać swojego planu.
Uśmiechnęłam się smutno w odpowiedzi.
- Co jest? - zapytała podejrzliwie szatynka siadając po turecku .
- Kiedy wyjeżdżaliśmy podsłuchałam rozmowę dwóch dziewczyn za nami.  Z tego co mówiły, to Nick nieźle się bawił na tej imprezie, wiesz tej za którą byłam tak śmiertelnie na niego zła.
- Co? Jak to nieźle sie bawił?
- Przeleciał Margaret i Jane. - westchnęłam udając, że nic mnie to nie obchodzi.
- Booooże, a z tym fiutem ciągle są problemy. Pogadam z nim. - powiedziała wstając.
- Nie, Jess zostaw to. - szybko do niej podeszłam.
- Ale on nie może tak robić. Przecież to...
- Daj spokój, ja nie powinnam z nim w ogóle niczego zaczynać. Po prostu będzie tak jakby go nie było.
- Jasne, już to widzę. Znajdziemy Ci kogoś innego.
- Dzięki za wsparcie - powiedziałam rzucając się na łóżko i pogrążając w swoim smutku. Zapowiada sie niesamowita wycieczka. Czujecie ten sarkazm?


środa, 25 grudnia 2013

11.

Chciałam was ponownie strasznie przeprosić, jednak nie nadążam. Mam dużo rzeczy do ogarnięcia w liceum. Muszę nadrobić dużo materiału z gimnazjum, którego nie zdążyłam zrealizować. Rozdziały będą nie często i nieregularnie, w tym kompletnie dałam ciała, wiem. ; )
Kompletnie nie miała weny pisząc go. Postaram się aby nowy był jako
tako lepszy. Życzę oczywiście wszystkich wesołych i pogodnych świąt <33 : ))
Ps. Czy każdy kto przeczyta ten rozdział mógłby go skomentować?
 Może być kropka, przecinek lub byle co. Chciałabym zobaczyć ile osób to czyta. :)
Z góry dziękuję xD
______________________________________________________________



Myślałam, że szlag mnie trafi kiedy wyjrzałam przez okno. Na dodatek byłam sama
w domu, rodzice już dawno w pracy, a tu musiało się rozpadać. I to nie był zwykły deszcz,
a ulewa jakiej jeszcze nie było. Nie wiedziałam jak dojdę do szkoły, ze współczuciem spojrzałam na moje wytarte Conversy po czym wzięłam je i zeszłam na dół. Pierwszy raz zaczęłam narzekać na lekcje zaczynające się o 10. Zjadłam śniadanie, umyłam zęby, wykąpałam się, ogarnęłam przed lustrem i byłam gotowa do wyjścia. Wychodząc na
chodnik z podwórka usłyszałam dźwięk samochodu. Odwróciłam się i od
razu tego pożałowałam. Przy otwartej bramie z parasolką w ręku stała Jess, która od razu mi pomachała i zawołała do siebie. Odmówiłam ruchem głowy, widząc wyjeżdżającego z garażu Nicholasa, po czym przyspieszyłam kroku z moją przemoczoną już do suchej nitki parasolką.Nie zdążyłam jednak dojść do pasów w połowie ulicy, kiedy spostrzegłam zatrzymujący się samochód i dźwięk opuszczanej szyby.
- Wsiadaj. - usłyszałam neutralny ton chłopaka.
- Obejdzie się. - mruknęłam ruszając dalej, jednak on nie dawał za wygraną równając samochód z ‘szybkością’ mojego chodu.
- Przestań zachowywać się jak dziecko i wsiadaj. - wyczułam, że zaczyna się denerwować. Stanęłam oniemiała.
- To Ty zachowujesz się jak dziecko migdaląc się z Sarą na moich oczach. - prychnęłam i od razu tego pożałowałam, czując na sobie więcej wody niż przez całą drogę jaką przebyłam. A niech to! Ten palant specjalnie mnie ochlapał odjeżdżając! Jak ja mogłam zakochać się w kimś takim?! Zdziwiło mnie tylko, że Jess nie powiedziała ani słowa. Pewnie gadała przez telefon z Davidem. Przynajmniej jej się udało. Mokra i w
fatalnym nastroju ruszyłam dalej.


Matma. Czy już wspomniałam jak jej nienawidzę? To teraz wyobraźcie sobie jak się czułam, kiedy nauczyciel gadał ciągle o tym biwaku ( był jednym z opiekunów) i o klasie Nicholasa. Z tego co mi wiadomo, cała klasa na niego jedzie. Szkoda, a już myślałam, że jakimś cudem tamta dwójka się nie wybierze.
- Fajnie co? - mówiła podekscytowana Jess.
- Świetnie - mruknęłam patrząc na przytłaczający scenariusz za oknem.
- Oj fajnie będzie.
- Powtarzasz się. - powiedziałam otwierając zeszyt i szkicując coś od niechcenia.
- Pokaż mu , że nic Cię nie obchodzi jego nowy związek - mówiąc ostatnie słowo pokazała cudzysłów w powietrzu. Po tym od razu odłożyłam długopis i zaczęłam jej słuchać.
- Mów dalej. - ponagliłam.
- No więc.. gadałam z Davidem i…
- Czekaj, czekaj. TYM Davidem? Najlepszym przyjacielem Nicka? Czyś Ty zwariowała?! -dopiero teraz zauważyłam, że krzyczę.
- Panno Lilly czy w czymś przeszkadzam? - usłyszałyśmy.
- Przepraszamy. - powiedziała Jess z lekko spuszczoną głową, po czym nauczyciel wrócił do wygłaszania czegoś tam.
- Czyś ty do reszty zgłupiała? – kontynuowałam odpowiednim tonem.
- Ale daj mi dokończyć - powiedziała. - Więc tak.. David ma dosyć ciągłego marudzenia Nicka, lekceważenia wszystkiego co się wokół niego dzieje i tego chodzenia codziennie do pubów. Ma mi pomóc na obozie znów was razem hm.. połączyć?
- Niby jakim cudem?? - spojrzałam na nią ze sceptyzmem , choć nie powiem, poruszyło mnie to co powiedziała.
- Mamy juz kilka pomysłów, ale ci nic nie powiem bo zaraz zaczniesz marudzić.
- Nie będę, dawaj. - powiedziałam przysuwając się bliżej z zaciekawieniem.
Interesowało mnie co też ten blondyn potrafi wymyślić.
- Nic z tego, dowiesz się na obozie. - zastrzegła odwracając się w stronę tablicy. 
- Oj no dobra. - westchnęłam. - Tylko żeby nic głupiego bo znając was..
- Okej, okej. Się jeszcze okaże kto ma fajne pomysły. - pogroziła mi
palcem zwracając tym samym ponownie uwagę nauczyciela. Przez resztę lekcji pisałyśmy na kartkach z zeszytu.


Byłam, ciekawa ich pomysłów, bardzo ale to bardzo. Miałam tylko nadzieję, że nic głupiego ani upokarzającego. Nie zniosłabym więcej chamskich zagrywek Nicholasa. Nie po tej dzisiejszej. Ale dosyć, koniec myślenia o tym idiocie. Z tą myślą weszłam na stołówkę. Poszłam po tackę, nałożyłam na nią frytki i wzięłam colę z automatu po czym
znalazłam stolik mój i Jessiki. Zdziwiło mnie, że był pusty jednak postanowiłam poczekać, dopiero większość szkoły zaczynała się schodzić. Odkręciłam colę i upiłam spory łyk, słysząc za plecami:
- Nie za zdrowe to jedzenie? - wszędzie rozpoznam ten głos.
- Nic ci do tego Nick.- powiedziałam biorąc jednego frytka.
- Nie wiem czy wiesz, ale to stolik Jess i jej koleżanek. - powiedział siadając nonszalancko na przeciw.
- Nie wiem , czy wiesz ale jestem jedną z nich. - powiedziałam jedząc frytki i popijając je specjalnie na jego oczach colą.
- Myślałem, że Cię dzisiaj nie będzie. No wiesz.. po dzisiejszym poranku. - uśmiechnął się arogancko. Miałam wrażenie, że specjalnie się ze mnie nabija.
- Czemu miałoby mnie nie być? Bo jakiś kretyn nie potrafi trzymać się swojego pasa? Daj spokój, ludzie mają większe problemy. - machnęłam ręką, gratulując sobie w myślach, że nie załamał mi się głos.
- Różnie to bywa. A właśnie, nie widziałaś gdzieś Jessiki? Kazała mi czekać przy tym stoliku bo ma mi coś do powiedzenia.
''A więc to jest ten ich plan, żeeenaaadaaa'' - przeleciało mi przez myśl.
- Nie wiem, pierwsza wyszła z klasy. - powiedziałam patrząc na boki byle tylko nie na chłopaka.
- Słyszałem, że jedziemy z wami na biwak. - zagadnął po chwili. Czego on chce do cholery?!
- Tak? Ja nie słyszałam.- mruknęłam mając nadzieję, że sobie pójdzie.
- Dziwne, Jess mówiła, że planujecie to odkąd tylko dowiedziałyście się, że takie coś
 w ogóle organizują. - nachylił się nad stołem.
''Niech ja ją tylko dorwę!''
- Może. Nie wiem. W każdym razie, co ci do tego? Nie powinieneś raczej przygotowywać się na niego ze swoją dziewczyną? - zauważyłam, że na dźwięk ostatnich słów prawie niezauważalnie się skrzywił. Prawie bo jednak ja zauważyłam.
- Sama świetnie sobie radzi. - powiedział patrząc prosto na mnie.
Czułam na sobie jego palący wzrok, miałam ochotę schować się pod stołem, jednak
musiałam zachować zimną krew.
- Świetnie. - mruknęłam, bardziej do siebie niż do niego. Nastała chwila ciszy - jeśli tak można powiedzieć, o przerwie w stołówce gdzie siedzi cała szkoła i wszyscy między sobą gawędzą.
- Jak Jess przyjdzie powiedz, że będę tam gdzie zawsze. - powiedział
wstając. Chciałam już odetchnąć kiedy ten zatrzymał się i nachylił do mnie nieznacznie, mówiąc
- To nie jest moja dziewczyna- od razu owinął mnie jego miętowy oddech.
Kiedy odszedł z wrażenie wypuściłam powietrze , które nawet nie wiem
kiedy wstrzymałam. Widzę, że zapowiada się całkiem ciekawa wycieczka. 


Chwilę przed dzwonkiem dotarłam do klasy, widząc Jessike rozmawiającą z Alicją ( rudzielec z naszej klasy) od razu do nich podeszłam.
- Jess można Cię prosić? - zapytałam odciągając przyjaciółkę na bok.
- Jasne, co jest?
- Co Ty nagadałaś Nickowi?? hm?
- Ale o co chodzi? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Kiedy siedziałam na stołówce przysiadł się do mnie i zaczął ze mną rozmawiać. Powiedział, że kazałaś mu tam na siebie czekać bo masz mu coś do powiedzenia i..
- Czekaj, czekaj. - zatrzymała mnie ruchem ręki. - Ja nic mu nie
mówiłam. Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że  w środy nie jem obiadów
na stołówce. - powiedziała.
- Co ? Więc czemu on..
- Hej!  - mówiąc to podniosła brwi ze zdziwienia. - To była tylko jego
wymówka, chciał po prostu z tobą pogadać! - pisnęła podekscytowana.
- Co? Niby po co??
- A ja wiem?  A o czym gadaliście? - zapytała wyraźnie zaciekawiona.
- No.. o biwaku? - wzruszyłam ramionami. Sama dokładnie tego nie wiedziałam.
- Widzisz?! Jeszcze nie rozumiesz?! - pisnęła zwracając tym samym uwagę
połowy korytarza w tym klasy Nicka.
- Jess co Ty dzisiaj brałaś? Spójrz tam. - pokazałam ruchem ręki klasę na przeciwko. Stał tam Nicholas oparty o ścianę i bawiący się telefonem a obok niego stała ta wydekoltowana lala uwieszona na nim jak bombka na choince. - I on coś do mnie czuje? - zapytałam sceptycznie próbując ukryć łzy cisnące mi się do oczu. Słowa Jess -o tej wymówce -naprawdę poprawiły mi samopoczucie. Jednakże chwilowo.
- To jest kretyn, nie przejmuj się nim.
- Jak mam się nie przejmować? Przed wczoraj wyznał mi miłość a teraz co? Zresztą... nie ważne, pani Jonson juz idzie. - powiedziałam z bólem odwracając wzrok od przeciwległej klasy. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Jak ja  w ogóle mogłam pomyśleć, że ten cały biwak wypali? Nie powinnam w ogóle na niego jechać tylko zostać w domu, ale obiecałam Jessice i nie chce jej zawieść. Nie będę psuła przyjaźni z powodu jakiegoś tam
chłopaka. No właśnie… tylko, że Nick to nie był jakiś tam chłopak…

niedziela, 10 listopada 2013

10.

Ponownie przepraszam za tak dluga przerwe. Od listopada dojezdzam do domu ( ok. 40km) ze szkoly, wiec te przerwy sa dluzsze. Wynajelam stancje i od jutra bede miala bardzo blisko szkoly, wiec powinnam dodawac troche czesciej te rozdzialy ,jednak nic nie obiecuje :)) Strasznie dziekuje tym, ktorzy mimo wszystko czytaja moje marne wypociny. Kocham was! <3

______________________________________________________________________________
Bylam zla i roztrzesiona. Nie mialam juz sily do tego wszystkiego. Zaszylam sie w swoim pokoju z policzkami mokrymi od lez. Marzylam jedynie o tym zeby cofnac sie w czasie i nawet nie marzyc o posiadaniu chlopaka. Jakikolwiek by on nie byl. Nie chcialam juz wiecej nawet wychodzic z domu.
Moj szloch przerwalo pukanie do drzwi. Mruknelam z twarza  w poduszcze ciche 'prosze' po czym w drzwiach ukazala mi sie sylwetka Nicholasa. Oniemialam. Ze tez akurat teraz musial za mna pojsc.
- Co chcesz? - zapytalam nie patrzac w jego strone.
- Lilly ja.... to wszystko nie tak. - powiedzial siadajac na skraju lozka.
- Pewnie. - prychnelam. - Pokazywala Ci tylko swoja bielizne, prawda? Nie wciskaj mi kitow Anderson.
- To naprawdę wszystko źle zrozumiałaś . - zapewniał głaszcząc mnie po mokrym policzku.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam.
- Co? - zmarszczył brwi.
- Po co zawracasz sobie mną głowę? - zapytałam.
- Bo…. Ja… - zaciął się. Zauważyłam, że nie wie co powiedzieć.
- No właśnie. – burknęłam.
Cisza. Przerywana jedynie przez mój cichy szloch.
- Kocham Cię. - usłyszałam po chwili.
- Co? - przekręciłam głowę w jego stronę.
- Kocham Cię. - powtórzył głośniej patrząc się w moje oczy.
- Ale.... jak...jak to? - zapytałam głupkowato.
- Tak to mała. - słodko się uśmiechnął. - Zależy mi na tobie i dlatego to wszystko.
- Dlatego, przeleciałeś na kacu tą Barbie. – bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Nie przeleciałem. - powiedział.
 - To co ona robiła u Ciebie w samej bieliźnie.
- Przyszła do mnie - sam nie wiem po co - oblała się colą i poszła przebrać. Przynajmniej miała. Kiedy Cię usłyszała postanowiła zrobić Ci głupkowaty żart i udawała, że jesteśmy po seksie, ale do niczego nie doszło. Mogłaby byś tam bez niczego a i tak nie zwróciłbym na nią uwagi. Nie wiem co jej odbiło. - powiedział patrząc na mnie czule. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaufać mu ponownie czy odepchnąć. Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Chciałam, naprawdę bardzo chciałam mu zaufać nie rozczarowując się przy tym ponownie.
- Nick ja.. ja potrzebuje czasu. – powiedziałam tylko.
- Wystarczyło po prostu powiedzieć nie. - powiedział wstając.
- Ale Nicholas ja nie.. - niestety, przerwało mi głośne trzaśnięcie
drzwi. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.

Następnego dnia od przekroczenia progu szkoły miałam złe przeczucia. I
nie myliłam się. Kiedy tylko weszłam do szkoły od razu skierowałam się do swojej szafki,
gdzie wyjęłam potrzebne podręczniki a schowałam kurtkę. Idąc w stronę sali nr . 113 czułam na sobie masę spojrzeń, i jeszcze te szepty. Nie rozumiałam o co chodzi dopóki nie
weszłam na piętro. Tam na schodach siedziała Sara. Miedzy nogami Nicka i
głośno się śmiała. Kiedy usłyszałam swoje imię odruchowo spojrzałam w tamtą stronę
jednak nikt mnie nie wołał. Barbie po prostu śmiała się ze mnie i mówiła głośno - coś czuje, że specjalnie - do swoich przyjaciółeczek, które jak wierne pieski siedziały obok nich. Zignorowałam to – co było bardzo trudne i ruszyłam pod swoją sale szukając Jessiki lub Davida. Może oni mi w końcu to wszystko wyjaśnią?

Zaczęła się 4 lekcja, Biologia. Nic do niej nie mam jednakże Pan Jenkinson strasznie przynudzał o budowie  limfocytów i budowie anatomicznej człowieka. Gdzieś w połowie lekcji do klasy wpadła roztrzepana Jessika.
- Przepraszam za spóźnienie. Trochę zaspałam. - wytłumaczyłam się.
- Zaspałaś? Na - rzucił okiem na dziennik - czwartą lekcję? - uniósł brew.
- Nie włączyłam budzika, a do tego samochód mi się zepsuł i musiałam iść na piechotę.
- No cóż... - westchnął. - Siadaj w ławce i spróbuj nadrobić dzisiejszy materiał.
- Tak Panie Jenkinson. - powiedziała ruszając do ławki. Kiedy rozpakowała książki udając, że słucha tego jakże nudnego monologu, napisała mi karteczkę. ,, Nawet nie wiesz ile mam ci do opowiedzenia '' Już się boje co takiego miała mi do powiedzenia. Przez
resztę lekcji rozmyślałam o tym, co miał oznaczać jej liścik. Udało mi się uniknąć pójścia do odpowiedzi, co niestety nie udało się połowie klasy. Wraz z dźwiękiem dzwonka wszyscy się spakowali po czym ruszyli na długą przerwę.
- Li zaczekaj. - powiedziała Jess zapinając torbę.
- Co jest ? - zapytałam kiedy zrównała się ze mną na korytarzu.
- Po pierwsze, wyjaśnij mi co to było wczoraj. - powiedziała zatrzymując się przede mną.
- Zapytaj swojego braciszka. – prychnęłam rozdrażniona, że ktoś w ogóle zaczął ten temat.
- Chodzi o tą Sarę? To nie tak on..
- Nie tłumacz mi tego znowu okej? Był u mnie i wszystko mi powiedział... nawet więcej niż chciałam usłyszeć.
- Ale jak to?
- Nie wnikaj Jess. - pokręciłam głową.
- Dobra, później mi opowiesz. – pogroziła mi palcem.
- Pewnie - dodałam z ironią.
- A teraz słuchaj. Rada pedagogiczna organizuje biwak i wybierają 2 klasy pod względem najlepszych ocen. Nasza ma spore szanse! - pisnęła podekscytowana.
- ŁAŁ, no to nieźle. Myślałam, że coś przeskrobałaś. Nie wpadłabym na to.
- No widzisz. - mrugnęła. - Chyba nie muszę pytać czy jedziesz, prawda? - zapytała unosząc brew i biorąc się pod boki.
- No pewnie, że nie. - zaśmiałam się przytulając ją po przyjacielsku.


- A właśnie - zaczęła kiedy czekałyśmy pod klasą na nauczyciela. - Na matmie jest apel, na którym dyrka  ogłosi które klasy jadą. Fajnie nie? - uśmiechnęła się. – Ominie nas test.
- Dobrze, bo nie uczyłam się nic a nic.
- Ja też. Oby udało się z tym biwakiem. – westchnęła.
- Widzę, że serio się w to wkręciłaś.
- A Ty nie? – zapytała.
- Przeżyłabym gdyby się nam nie udało. - wzruszyłam ramionami.
- Pesymistka jak zwykle - powiedziała wchodząc do klasy.
- Proszę zostawić wszystkie rzeczy, idziemy na apel. - zarządziła Pani Jones - nasza nauczycielka od matematyki.
Kiedy ustawiliśmy się pod klasą, P. Jones zamknęła drzwi po czym zaprowadziła nas na salę gimnastyczną, gdzie były już starsze klasy. Zajęliśmy miejsce pod oknem , czekając na resztę szkoły. Rozglądałam się dość uważnie – nawet nie wiedziałam w jakim celu - i
zauważyłam, że klasa Nicka jeszcze nie przyszła. Już myślałam, że obejdzie się bez nich jednak myliłam się. Kiedy weszli myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Trzymał za rękę tą całą Sarę i szczerzył się do Davida jak gdyby nigdy nic. A jeszcze wczoraj mówił, że mnie kocha. Dupek.
 Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały jego uśmiech zdecydowanie przygasł. Czułam jakby totalnie mnie olał …. Jakby kompletnie mnie nie zauważał bo zwrócił się po chwili do swojej ‘dziewczyny’ , która zaczęła się śmiać. Chciałam już zakończyć ten idiotyczny apel i
zaszyć się w ostatniej ławce rozpaczając nad swoim nędznym żywotem.
Jednak jak na złość Pani Smith zanudzała nas bezpieczeństwem w czasie wycieczek poza teren szkoły i przeróżnymi sytuacjami jakie mogłyby się wydarzyć na takim biwaku plus co wtedy należałoby zrobić. Szczerze mówiąc, miałam ogromną nadzieję, że klasa Nicka pojedzie. Miałabym wtedy spokój przez następny tydzień. Nie bardzo miałam ochotę
jeździć na wycieczki w tym momencie, chyba wiecie dlaczego ?
- A więc, nie przedłużając, ( o ironio) klasy które jadą na biwak w przyszłym tygodniu to klasa 1C i 2A. - oznajmiła po czym odbyły się oklaski, a P. Smith zeszła ze sceny.
Umarłam. I to dosłownie. Klasy, które wytypowała rada były klasami moimi i Nicholasa. Myślałam, że nie dosłyszałam kiedy dyrektorka czytała klasy, które będą miały ten ''zaszczyt'' , bowiem nie codziennie odbywały się takie wycieczki praktycznie na
początku roku. Teraz tylko zostało mi powiedzenie jakoś Jessice, że jednak nici z naszych biwakowych planów. Tylko jak?


środa, 16 października 2013

9.

Chciałam Was gorąco przeprosić za tak długą - kolejną - nieobecność. Od października jestem w internacie, zaczęłam chodzić do LO i mam coraz mniej czasu. Rozdziały będą na razie co tydzień - co weekend konkretniej - albo co dwa ( w  najgorszym przypadku) strasznie Was przepraszam. Jeżeli przestaniecie czytać, zrozumiem. Tylko dajcie znać, bo nie wiem czym mam dalej pisać nowe rozdziały. :) 
Dziękuję tym którzy czekali ;d

_____________________________________________________________________
 
Nad ranem wymknęłam się z posiadłości mojej przyjaciółki
i pognałam do swojego domu, zostawiając wcześniej karteczkę na biurku Jess pisząc, że spotkamy się w szkole. Wzięłam szybki prysznic,  zjadłam śniadanie, umyłam zęby i ubrałam się. Chciałam wyjść z domu przed wyjazdem rodzeństwa. Nie miałam zamiaru widzieć Nicka z samego rana, wiedząc że to popsuje mi humor na resztę dnia. Niewiele myśląc wyszłam z domu starając się nie obudzić mamy.
 Wychodząc na chodnik zobaczyłam Barbie zmierzającą do domu na przeciwko. Zdziwiłam się. Co ona do jasnej cholery tu robi?! Jeśli przyszłą do Nicholasa to ja już nie mam z nim o czym rozmawiać.. Nie miała dość po ostatniej imprezie? Zaczęło mnie to irytować.... ona... wszędzie ta blondynka. Miałam tego dosyć. Byłam strasznie sfrustrowana... najpierw ta dwudniowa impreza, później upicie. Wyobrażam sobie z kim i gdzie. Pewnie ta szmata skorzystała z okazji i .. STOP! Muszę przestać o tym myśleć… i jeszcze ta scena ' żebyś była zazdrosna' wczoraj pod szkołą. Miałam ochotę podejść do niej i powyrywać jej te wszystkie farbowane kudły, zgnieść te silikonowe cycki, którymi tak wszystkich 'kusi' i... KONIEC! Serio muszę przystopować bo to się może źle skończyć.
  Czym prędzej ruszyłam do szkoły, z chęcią zawrócenia i zobaczenia co ta pokraka robi u Andersonów. Nie zdążyłam dojść do swojej szafki, kiedy w połowie korytarza dobiegła do mnie zdyszana Jessica.
 - Czemu rano zwiałaś? – zapytała z wyrzutem w głosie.
- Nie mogłam zasnąć , więc wróciłam do domu.
 - Trzeba było mnie obudzić a nie. – burknęła.
 - Oj przepraszam. Po prostu musiałam odetchnąć.
 - Od? – uniosła brew. – Aaaa. Okej.
 - Właśnie. – powiedziałam otwierając swoją szafkę. Kiedy wzięłam odpowiednie książki a Jess nie odezwała się ani słowem… nie wspominając o tym przyjściu Barbie do ich domu postanowiłam nie pytać. Jeśli chce to sama mi powie. Nie chcę wyjść na szpiegującą i wścibską przyjaciółkę. Poza tym nic szczególnego nie łączy mnie z Nickiem – no, przynajmniej z jego strony. Chociaż…. Ta cisza ze strony Jess trochę mnie zaniepokoiła. Nigdy nie zachowywała się ta cicho. Coś ją gryzie? Może coś z Davidem? Zaczekam, może sama coś powie.
 - Gdzie idziesz? Pracownia chemiczna jest tam. – pokazała w przeciwną stronę.
 - Niech to szlag.. Już jest październik a ja dalej nie mogę się tu odnaleźć. – westchnęłam. – Nie wiem jak Ty dałaś radę. – dodałam równając się z nią krokiem.
 - Spokojnie, jeszcze kilka dni i sama będziesz mnie wszędzie prowadzić. – zaśmiała się. - A propo… - No i proszę. A wystarczyło tylko pochwalić.
- Hm? – zapytałam udając , że nie wiem o co chodzi. - Kiedy dzisiaj wstałam , zastałam w kuchni tą Sarę. Nie wiem co ona robiła w naszym domu… Tym bardziej, że Nicholas spał… i śpi do tej pory. Chyba. – zamyśliła się na chwilę.
- Jak to chyba? – nie załapałam.
- Może go już obudziła. – wzruszyła ramionami. O NIE!
- Kto? Ta Sara?! Jess! Tylko mi nie mów, że ona jest teraz u was w domu. Sama ! Z nim!
 - Nooo…. Rodzice wrócą dopiero na święta a..
 - Boże, to było pytanie retoryczne! Jak mogłaś ich tak zostawić?!
 - Spokojnie Lilly wyluzuj. Przecież do niczego nie dojdzie. – widziałam, że nie jest pewna swoich słów. Nie dziwię się jej. W końcu to Nicholas.
 - Skąd możesz to wiedzieć skoro Cię tam nie ma?! Wiesz jak głupi potrafi być Twój brat.
 - Hej, hej, hej!. Rozumiem, że Ci podpadł ale on naprawdę potrafi być w porządku. Mimo swoich wad.. sporych wad. Ale jednak. – zdziwiło mnie, że zaczęła go tak nagle bronić.
 - Taa. Zauważyłam SAME wady. Szczególnie w ciągu tych ostatnich kilku dni. Jest naprawdę bezmyślnym idiotą.
- Słuchaj, to nie moja wina, że ona dzisiaj rano do nas przyszła okej? Nie mam zamiaru go pilnować, jest już prawie dorosły. Ani to że wolał się zabawić z kumplami i tą całą Sarą czy jak jej tam niż siedzieć i słuchać twojego narzekania jak to do siebie nie pasujecie i … - rozszerzyła oczy wyraźnie gryząc się w język. – Lilly ja… - zakryła usta dłonią.
 - No? Co jeszcze powiesz? No dalej, dawaj. – prychnęłam.
 - To nie tak ja..
- A podobno się przyjaźnimy. – powiedziałam.
 - Przepraszam Cię , ja..
 - Przynajmniej wiem co o mnie myślisz. Jednak jesteście siebie warci. – powiedziałam strasznie rozdrażniona i poirytowana po czym zostawiłam ją samą na środku korytarza.

 Nie odzywałam się do niej przez cały dzień. Kiedy próbowała zwrócić na siebie moja uwagę po prostu ją ignorowałam. Kiedy podsuwała mi liściki na lekcji od razu je darłam i odrzucałam jej. Na długiej przerwie nie poszłam na stołówkę tylko zaszyłam się w bibliotece. Tam gdzie jest miejsce dla takich jak ja - pomyślałam poirytowana jeszcze bardziej niż zwykle. Ani razu nie widziałam Nicholasa w szkole. Pewnie leczy kaca. Biedaczek. – czujecie tą ironię? Kiedy skończyłam lekcje sięgnęłam do torby po telefon, jednak nie było go tam. Dziwne. Poszłam do szafki ale go też tam nie było. Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować. Świetnie, jeszcze tego mi brakowało. Poczekałam chwile przy szafkach. Miałam nadzieję, że Jessika jeszcze nie wyszła wtedy mogłabym jej powiedzieć żeby zobaczyła czy przypadkiem u niej go nie ma. Jednak jej już nie było. Wyszłam więc zrezygnowana. Nieśpiesznie ruszyłam w stronę domu.
 Kiedy byłam już przed swoja furtką zobaczyłam gosposię Andersonów, która wyszła na dwór wyrzucić śmieci. Czym prędzej ruszyłam w jej stronę.
 - Przepraszam. – zaczęłam.
- A panna Lilly, dzień dobry. – miła jak zwykle.
 - Dzień dobry – wymusiłam uśmiech. – Bo jest taka sprawa. Nocowałam u Jessiki wczoraj no i zostawiłam w jej pokoju swój telefon. Czy mogę po niego iść?
 - Oczywiście, że tak. – uśmiechnęła się serdecznie. – Zapraszam – otworzyła mi furtkę co było zbędne.
Z uśmiechem wdzięczności weszłam na podwórko. Poczułam ulgę kiedy spostrzegłam, że nikogo nie ma w holu. Czym prędzej pobiegłam po schodach, na górę do pokoju Jess. Uff.. nie było jej jeszcze. Schodząc zauważyłam Nicholasa, chyba dopiero co wstał z łóżka. Nie miał koszulki tylko spodnie dresowe i zmierzwione włosy. Norma. Zauważyłam, że trzyma w ręku butelkę wody. Kiedy zobaczył mnie na schodach mina mu zrzedła.
 - Co tu robisz? – zapytał. Poczułam się urażona, po tym co zrobił wczoraj i jeszcze wcześniej, miał mi do powiedzenia tylko głupie ‘co tu robisz?’ Bezczelność.
- Przyszłam po telefon. – powiedziałam jakby od niechcenia podnosząc go do góry.
 - Jessika już jest? – zapytał .Co on mnie tak wypytuje?
- Nie wiem, pokłóciłyśmy się.
- O co ? – olałam te głupie pytanie. Powinien się domyślić. Ostatnio ciągle kłócimy się o jedno i to samo – a mianowicie o niego. Kiedy zeszłam z ostatnich trzech schodków i wyminęłam go zdezorientowanego usłyszałam kobiecy głos z salonu wołający jego imię. Zatrzymałam się wpół kroku i odwróciłam powoli w jego stronę.
 - Co to było? – zapytałam. Przełknął ślinę.
- Nic. – wzruszył ramionami po chwili. Już chciałam coś powiedzieć, ale po chwili wyszła z salonu dziewczyna, którą dzisiaj widziałam. O Mój Boże! Była w samej bieliźnie i przewiewnej koszuli. Moje oczy były jak 5-cio złotówki kiedy rozpoznałam w niej koszule Nicholasa.
 - Co tak długo? – zapytała lepiąc się do jego ramienia, który lekko ją z siebie strzasnął. Pewnie było mu niezręcznie. Nowa dziewczyna stoi przy ‘prawie dziewczynie’ – byłej prawie.
- Nick, co to ma być?! – zapytałam . No dobra.. krzyknęłam.
- Lilly to nie tak.
- A jak!? Przez ten cały czas robiłeś ze mnie idiotkę tak?! A ja myślałam… - przerwałam, czując jak łzy zbierają mi się pod powiekami. – Nieważne. – odwróciłam się i pospiesznie wyszłam.
- Lilly czekaj! To nie tak! – krzyknął po czym odepchnął od siebie dziewczynę i wybiegł za mną na podwórko.
- Hej , zaczekaj! – złapał mnie za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
- A jak?! Widziałam jak dzisiaj do was przyszła! Jak mogłeś! Nie było Cię w szkole… no i teraz już wiem dlaczego , w końcu byłeś zajęty ! – prychnęłam. - A ja głupia myślałam, że ci na mnie zależy! Boże, jaka ja jestem głupia! – krzyczałam. Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach jednak nie zwróciłam na to uwagi. - Wiedziałam, że to się tak skończy! Jess mówiła to samo! Miała rację! Jesteś zwykłym dupkiem ! – krzyczałam bijąc go pięściami w klatkę piersiową.
 - Uspokój się, słyszysz?! To nie tak! – przekrzykiwał mnie przytrzymując mi ręce.
 - A jak! No jak to wygląda!? Ty w samych dresach, ona w tej bieliźnie i ... pocałował mnie. A przynajmniej chciał. Nie pozwoliłam mu otworzyć językiem swoich ust tylko szybko odepchnęłam go i uderzyłam z całej siły w twarz. Aż ręka mnie zapiekła. Co on sobie wyobraża?! Że po tym wszystkim mnie pocałuje i to wszystko się wyjaśni. Nie zastanawiając się długo odwróciłam się i wróciłam do siebie. Kiedy wychodziłam przed bramą zatrzymał się samochód. Za kierownicą siedział David, a obok Jess. Byli przerażeni, widocznie wszystko widzieli. W tamtej chwili jednak było mi wszystko jedno. Chciałam po prostu zniknąć.

sobota, 21 września 2013

8.

Cały dzień w szkole był do bani. Nic się nie działo - zasługa nieobecności sławnego rodzeństwa - do tego nie mogłam się na niczym skupić. Ciągle przed oczami miałam
Nicka i tą Barbie kiedy TO robią. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Długą przerwę spędziłam na wypłakaniu się w łazience. Dzięki Bogu wszyscy byli na stołówce.
Kiedy spojrzałam w swoje zapłakane oblicze w lustrze miałam ochotę wyrwać sobie serce. Wolałam już oglądać go z daleka, niż przeżywać obecną chwilę ponownie. Jednak, gdzieś tam w głębi serca miałam świadomość, że Nicholas nigdy się nie zmieni i zawsze na pierwszym miejscu będzie miał imprezy, albo co gorsza szybkie numerki. Nie z
miłości, ale dla przyjemności . Nie przemyślałam tego, i tego jak to by było nawet gdybyśmy się kiedyś... kiedyś tam zeszli. Dlatego tak patrząc na żałosną siebie postanowiłam, że przestanę reagować na niego i cokolwiek co jest
z nim związane. Gdyby to było takie proste… Już na samą myśl o nim serce mi przyspiesza, nie mówiąc o jego obecności. Miałam dzisiaj 8 lekcji, ale postanowiłam opuścić ostatnią. Matko… gdyby moja mama się dowiedziała, że opuszczam lekcje to by mnie chyba
sama powiesiła. Może to nie byłoby takie złe.. Wyświadczyła by mi w pewnym sensie
przysługę.
                  Tak więc po dzwonku na ostatnią przerwę poszłam do szatni. Założyłam skórę owinęłam się chustką i biorąc torbę na ramię wyszłam ze szkoły. jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam Nicka z Davidem siedzących na murku przy schodach. Pierwsze co to chciałam tam podbiec i wtulić się w silne ramiona Nicka, jednak w porę się
powstrzymałam. A raczej powstrzymała mnie pewna blondynka. Podeszła
krokiem jak na wybiegu w stronę chłopaków, oczywiście nie obyło się bez uwieszenia się na Nicholasie, jednak ten - o dziwo - sprytnie ją odepchnął. Nie za mocno, ale tak żeby więcej tego nie robiła. Dopiero kiedy zobaczyłam ją mówiącą coś do nich i patrzącą na mnie spostrzegłam, że stoję tam jak ostatnia idiotka i się im przyglądam jakby byli
jakimiś sławami. Czym prędzej ruszyłam w dół schodów - oczywiście
jak najdalej nich - i stwarzałam pozory nie zauważającej ich obecności. Nie zdążyłam
zejść ze schodów kiedy poczułam obok siebie ten znajomy zapach.
- Możemy w końcu porozmawiać? I nie zachowywać się jak dzieci? - zapytał. Słychać było w jego tonie, że ma już dosyć czekania na mnie pod szkołą. To po cholerę czekał? Ja go o to nie prosiłam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, jednak po chwili naszło mnie na odwagę
przypominając sobie moje postanowienie.
- Okej, pogadajmy. Jak było? - zapytałam krzyżując ramiona na piersi,
żeby czasem nie przyszło mu na myśl za nie złapać.
- Było okej. - wzruszył ramionami.
- A ona? - pokazałam palcem na blondynkę siedzącą z Davidem.
- Rany Lilly, serio nie odpuścisz?
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie co jest jednoznaczne z tym co
myślę. - odpowiedziałam rzeczowo.
- A więc tak chcesz to rozegrać? - zapytał.
- Ja niczego nie rozgrywam Nick.
- Pewnie. - prychnął.
- Coś jeszcze? - zapytałam zbyt szorstko.
- Nie - prychnął – Już nic. - dodał po czym wrócił do swoich 'towarzyszy' łapiąc blondynkę w pasie. Myślałam, że mi oczy wyjdą z orbit. Co on wyprawia do jasnej cholery?! Kiedy zobaczyłam jak wtula twarz w jej szyję myślałam, że eksploduję. Odwróciłam się na
pięcie i czym prędzej ruszyłam do domu.

Spędziłam u Jessiki resztę dnia. Było grubo po 22 kiedy usłyszałyśmy trzask drzwi na dole. Jess czym prędzej zeszła. Słyszałam, że krzyczy na kogoś. Z rozmowy , a raczej monologu Jess można było wywnioskować, że krzyczy na swojego brata. O mój Boże! Nick?!
Co tam się dzieje?! Chciałam jak najszybciej to sprawdzić, po czym nie zastanawiając się nad niczym pobiegłam na dół. Zatrzymałam się na rogu i przysłuchiwałam.
Mój Boże! Nicholas się nawalił! I to tak porządnie! Gdyby nie David przytrzymujący go to już by leżał. Stałam tak i słuchałam wrzasków Jess ... W sumie wszyscy je słyszeli.
-David co wy do jasnej cholery robicie?! Nicholas!
- Nie odpowie Ci, nawet niej jest w stanie sam utrzymać równowagi. - powiedział Dav odsuwając głowę Nicka od swojej.
- Co wam odwaliło żeby iść na imprezę na początku tygodnia?! David, mówiłeś, że się pomożesz mu nie wpaść w kłopoty do końca semestru a Ty co?! I tak właśnie można na was wszystkich liczyć! - krzyczała. Szkoda mi się go zrobiło. On, zakochany w niej po uczy. Ona nie zauważająca tego wyzywa się na nim zamiast na tym kto się tak
porządnie nawalił.
Zauważyłam, że to zawsze Davidowi się obrywa, z Nicka taki przyjaciel,
od siedmiu boleści. Nie zauważyłam nawet kiedy omsknęła mi się noga i wpadłam na
korytarz.
- Co tu się dzieje? - zapytałam udając, że nie podsłuchiwałam. Nie mogłam oderwać oczu od Nicholasa, był jakby nieprzytomny.
- Nasz kochany Nicholasek nawali się z powodu laski. - prychnął David.
- Barbie? - zapytałam zdezorientowana.
- Barbie srarbi.. Ty idiotko, to wszystko przez ciebie.
- David ! - pisnęła Jess. - Nie warto teraz nikogo obarczać winą ale to wina Nicka, że się tak nawalił. Nikt mu nie kazał, a teraz chodź - zakończyłam naszą bezsensowną kłótnię - Pomożesz mi go przenieść do pokoju. - powiedziała po czym wzięła go pod ramię.
Usłyszałam cichy pomruk ze strony bruneta po czym zaczął pomrukiwać cos od rzeczy... przestraszyłam się, że sobie coś uszkodził, więc czym prędzej pomogłam im w przetransportowaniu go do swojego pokoju. Rzuciliśmy go na łóżko, po czym
zeszliśmy do salonu.

- Matko.. ten dupek ma szczęście, że matki nie ma w domu, już on by miał. - zaczęła Jess.
- Daj spokój, Jess. Wiesz jak to jest prawda? – zagaił David.
- Co jak? - zapytała zdezorientowana wyciągając szklanki z górnej półki.
- Jak się kogoś kocha a nie może się z nim być. - powiedział jakby przygnębiony.
Miałam ochotę wykrzyczeć im obojgu , że są strasznymi idiotami ale z bólem serca wstrzymałam się.
- Tylko mi nie mów, że te twoje upojenie alkoholowe z ostatniego tygodnia to przez dziewczynę. Tylko Nicholas jest tak głupi, żeby… - kiedy zauważyła moją obecność szybko ugryzła się w język.
 -Dzięki Jess. - powiedziałam ze zrezygnowaniem miałam ochotę stąd uciec. Cały dzień się jej zwierzałam a teraz ona mówi takie rzeczy.
- Nie będę Ci już więcej ciążyć.- powiedziałam po czym poszłam na górę z zamiarem wzięcia swojej torby. Nie wiem co mnie podkusiło ale zajrzałam do sypialni Nicka. Spał jak dziecko, włosy miał rozczochrane jak zawsze, powieki lekko przymknięte, wcale nie wyglądał jak ktoś kto chwilę temu nie był w stanie samodzielnie stać.  Nie mogłam się powstrzymać i zanurzyłam rękę w jego włosach, na co usłyszałam cichy pomruk. Siedziałam tak chwile, kiedy to On szepnął moje imię. Zapytałam co się stało ale po chwili
spostrzegłam, że ciągle śpi. Widocznie śni mu się coś przyjemnego bo zaczął się uśmiechać, na co ja też się uśmiechnęłam. W tej chwili zrozumiałam, że naprawdę mi na nim zależy nie ważne jaki by był.

Jessika
 Było mi strasznie głupio, że to powiedziałam. David mnie trochę uspokajał ale nie słuchałam go, czym prędzej ruszyłam na górę. Weszłam do swojego pokoju jednak nigdzie nie było Lilly, wracając na dół zobaczyłam przez uchylone drzwi od pokoju Nicka, że siedzi na jego łóżku.
To był taki słodki widok. Mój brat z dziewczyną… I do tego moją najlepszą przyjaciółką.
Oni serio do siebie pasują, chyba będzie trzeba pomóc im w dojściu do tego. Lekko zapukałam, zwracając tym samym uwagę Lilly.
- Przepraszam - szepnęłam. Lilly nic nie mówiąc podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Ja też. - powiedziała.
- Za co? Za to, że Nick leży teraz kompletnie nachlany przez to, że jesteś na niego zła? - zaśmiałam się. - Daj spokój uwielbiam to, mam teraz na niego haka - uśmiechnęłam się zadziornie w jego kierunku po czym wyszłam z Lilly do kuchni.
- To ja .. ten.. - będę się już zbierał. - zaczął David. Szkoda, myślałam, że zostanie trochę dłużej.
- Nie idź jeszcze. - usłyszałam Lilly, co trochę mnie zaniepokoiło. - Znaczy... - zaczęła widząc nasze zdziwione miny.
- Oj , no dobra. – powiedziała. – Przecież widać, że oboje za sobą szalejecie! Jess proszę tylko mi nie mów, że nie wiesz o co chodzi. Nawet ślepy by zauważył, że David się w tobie zadurzył i to porządnie. - powiedziała patrząc na niego znacząco.
- Ale.. - zaczął.
- Nie przerywaj mi. - powiedziała tym samym go uciszając.- Serio powinniście przestać grać w te podchody i ze sobą pogadać. - kontynuowała. – A nie..
- Dobra. – przerwał jej David. Spojrzałam na niego kompletnie
zdezorientowana.
- Co dobra? - zapytała zdziwiona Lilly.

Lilly
- Co dobra? - zapytałam zdziwiona nie wierząc, że poszło tak łatwo.
- Pogadamy. - powiedział patrząc na Jess. - Ale jeśli ty pogadasz z
Nickiem.
- Właśnie! - zawtórowała mu Jess.
- Co? Ejj to się nie liczy. - pisnęłam
- A właśnie, że się liczy. - pokazała mi język - Świetny pomysł Dav - pogratulowała mu Jess.
- Dzięki - uśmiechnął się. – No więc? - zapytał patrząc na mnie.
- A niech was diabli! - krzyknęłam po chwili milczenia po czym poszłam
do pokoju Jess.

_________________________________________________
Przepraszam za tak duza nieobecnosci :-). Ale nie moglam wejsc i dodac , a co dopiero napisac rozdzialu. Mam nadzieje, ze was nie zawiodlam tym rozdzialem :)
 Prosze o to, zeby kazdy kto to czyta napisal krotki komentarz, moze byc nawet kropka ale zebym wiedziala czy to kontynuowac :)
Ps. ZAKLADKA SPAM JEST OD REKLAMOWANIA SWOICH BLOGOW